Boso, ale w ostrogach – Stanisław Grzesiuk

Tytuł: Boso, ale w ostrogach

Autor: Stanisław Grzesiuk

Wydawnictwo: Książka i Wiedza

Liczba stron: 264

Okładka: Miękka

Rok wydania: 1961

ISBN: 83-05-11107-5

„Apaszem Stasiek był w krąg znały go ulice. W spelunkach ciemnych tam gdzie podłe życie wre…”. „Boso, ale w ostrogach” Stanisława Grzesiuka, to kolejna z moich ulubionych książek.

Stanisław Grzesiuk – pisarz samouk, popularny wykonawca piosenek warszawskiego folkloru miejskiego. Urodził się 6 maja 1918 r. w Małkowie koło Chełma. Gdy miał dwa lata, jego rodzice przenieśli się do Warszawy. Do 1940 roku mieszkał na Czerniakowie. W tymże roku został aresztowany i wysłany na roboty przymusowe do Niemiec, skąd został następnie wysłany do obozów koncentracyjnych w Dachau, a następnie Mauthausen-Gusen. Tam przebywał do momentu wyzwolenia obozu przez Amerykanów. Od 1947 r. zmagał się z gruźlicą płuc. Zmarł 21 stycznia 1963 r. w Warszawie. Jest autorem trzech powieści: „Boso, ale w ostrogach”, „Pięć lat kacetu” i „Na marginesie życia”.

„Boso, ale w ostrogach” to pierwsza książka z autobiograficznej trylogii. Składa się ona z dwóch części. W pierwszej autor opisuje swoją młodość od czasów szkolnych, poprzez pracę w fabryce aż do momentu wybuch drugiej wojny światowej. Druga to wspomnienia z początków okupacji, kiedy to stara się odnaleźć w nowej sytuacji.

Grzesiuk tak jak cała młodzież przedwojennego Czerniakowa kierował się w życiu kodeksem honorowym. Składał się on z dwóch reguł: „Kapować nie wolno, skarżyć nie wolnoodegrać się wolno” oraz „Boso, ale w ostrogach”. Te dwie zasady plus lektura książek Karola Maya i Aleksandra Dumasa ukształtowały charakter młodego Stanisława. Nigdy pierwszy nie zaczepił słabszego od siebie, ale też nigdy nie odpuszczał, gdy ktoś zaszedł mu za skórę. Przez życie szedł zawsze z uśmiechem na ustach. Jedyne, czego nie potrafił zaakceptować to dyscyplina. Na wszelkie sposoby migał się od obowiązków, jeżeli tylko kazano mu coś zrobić chyba, że miał z tego korzyść. Dzięki tym wszystkim cechom udało mu się później przeżyć w obozach koncentracyjnych.

Trzeba przyznać Grzesiukowi, że idealnie przedstawił przedwojenną Warszawę. Z jednej strony zamożny świat wyższych sfer, z drugiej ubogi Czerniaków. Jego ulica Tatrzańska nie ma kanalizacji, nie grzeszy czystością, a miejscem spotkań młodych chłopaków jest róg jednej z kamienic. Największą rozrywką są zakrapiane alkoholem potańcówki i wielkanocne strzelanie z kalichlorków.

Bardzo często wracam do tej książki. Uwielbiam niektóre jej fragmenty, które doskonale pokazują, jakim człowiekiem był Grzesiuk:

„Ja do rolnych robót się nie nadaję. Patrz, jakie mam ręce – mówiąc to pokazałem niespracowane dłonie, bo przecież w fabryce miałem precyzyjna robotę, a kilka miesięcy już nie pracowałem wcale. – I wy mnie chcecie z takimi rękami posłać do gnoju?

– Tam cię nauczą robić.

Gdy odszedłem kilka kroków, obejrzałem się i powiedziałem głośno:

– Zaczekajcie … wasza mać, jak ja wam zaoram, zasieję, to za trzy latanie zbierzecie.”

„Boso, ale w ostrogach” powinien przeczytać każdy młody chłopak, ale też każdy, kto chce poznać historię charakternego chłopaka, który nie miał zbyt wiele, a jednak był lepszy od niejednego dzieciaka, który w dzisiejszych czasach ma wszystko.

Moja ocena: 10/10

Czytaliście „Boso, ale w ostrogach”? Znacie trylogię Grzesiuka? Zapraszam do komentowania.

Please follow and like us: