Lot nad kukułczym gniazdem – Ken Kesey

Tytuł: Lot nad kukułczym gniazdem

Autor: Ken Kesey

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 368

Okładka: Miękka

Rok wydania: 2017

ISBN: 978-83-7985-543-8

Zachęcony bardzo pozytywnymi ocenami książki i poleceniami innych czytelników, postanowiłem w końcu przeczytać „Lot nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya. I jak się okazało, był to bardzo miło spędzony czas.

Ken Elton Kesey urodził się w 1935 roku w La Junta, Kolorado. Amerykański pisarz związany z beatnikami w latach 50. i hippisami w latach 60. Studiował teatroznawstwo, uprawiał zapasy, następnie zaś uczył się pisarstwa dzięki stypendium na kalifornijskim Uniwersytecie Stanforda. Jego debiut powieściowy z 1962 roku: „Lot nad kukułczym gniazdem” został entuzjastycznie przyjęty zarówno przez czytelników, jak i krytykę, podobnie zresztą jak kolejna powieść „Czasami wielka chętka”. Współzałożyciel komuny hippisowskiej o nazwie Merry Pranksters, do której należeli m.in. członkowie zespołu folk rockowego, Grateful Dead. Ken Kesey znany był ze swojego nonkonformistycznego stylu bycia oraz burzliwej biografii, w której nie zabrakło przygód z substancjami psychodelicznymi oraz konfliktów z prawem. Pod koniec lat 60. pisarz wraz z rodziną przeniósł się do Oregonu, aby od tej pory prowadzić spokojne życie farmera. Zmarł 10 listopada 2001 z powodu raka wątrobowokomórkowego.

Randle McMurphy, szuler, dziwkarz i zabijaka, udaje wariata, żeby wykpić się od odsiadywania wyroku. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym wydaje mu się  dobrym żartem. Do chwili, gdy dowiaduje się, że nie odzyska wolności, dopóki nie uznają go za wyleczonego. Decyzja należy do Wielkiej Oddziałowej, z pozoru uosobienia słodyczy i dobroci, w rzeczywistości sadystki znęcającej się nad pacjentami. McMurphy, który buntuje  przeciwko niej chorych, nagle zdaje sobie sprawę, że jeśli się przed nią nie ukorzy, nie opuści szpitala. Czy da się pokonać bezdusznemu Kombinatowi?

„Lot nad kukułczym gniazdem” to historia przedstawiona z perspektywy jednego z pacjentów – udającego głuchoniemego, pół-Indianina Bromdena. Na samym początku, akcja powieści toczy się bardzo powoli. Poznajemy wtedy wszystkich chorych i personel szpitala. Od chwili, gdy pojawia się McMurphy, a już szczególnie od momentu zawarcia przez niego zakładu z innym pacjentem, książka aż do samego końca staje się bardzo dobrą lekturą. Zakończenie natomiast to najmocniejsza strona „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Może i jest dość przewidywalne, ale napisane w taki sposób, że czytelnik może się wzruszyć albo rozzłościć.

Powieść jest oparta na rywalizacji dwóch osobowości. Pierwszą z nich jest Wielka Oddziałowa, czyli siostra Ratched. Ta z pozoru miła kobieta, w rzeczywistości jest terroryzującą współpracowników i znęcającą się nad chorymi sadystką. Momentami bardzo przypominała mi inna postać literacką – Anne z „Misery” Stephena Kinga. Siostra wobec pacjentów stosuje przestarzałe metody, takie jak leczenie elektrowstrząsami i lobotomię. Najważniejszy dla niej jest regulamin, który bez względu na wszystko musi być przestrzegany. Ten z pozoru zdawałoby się idealny świat burzy dopiero przybycie McMurphy’ego. Z jednej strony egoista, z drugiej prowokator do buntu i organizator zbiorowej wycieczki na ryby. Jego sposób bycia, arogancja i pewność siebie spowodowały, że praktycznie od razu bardzo go polubiłem i trzymałem jego stronę w konflikcie z Wielką Oddziałową.

Jedynym minusem książki jest nijakość drugoplanowych bohaterów. Oprócz może Bromdena, nie byłem w stanie zidentyfikować się z którymkolwiek z nich.

Na podstawie książki został nakręcony film w reżyserii Milosa Formana, w którym główne role zagrali Jack Nicholson i Louise Fletcher. Ekranizacja zdobyła oscarowego wielkiego szlema, czyli nagrody w pięciu najważniejszych kategoriach: najlepszy film, najlepszy aktor, najlepsza aktorka, najlepsza reżyseria i najlepszy scenariusz.

Podsumowując, „Lot nad kukułczym gniazdem” to bardzo dobry dramat psychologiczny. Powieść zdecydowanie bardziej podobała mi się niż film, może, dlatego, że sporo scen zostało w nim pozmienianych. Kesey doskonale nakreślił sylwetki głównych bohaterów, a ich rywalizacja sprawiła, że pochłaniałem kolejne strony z ogromną przyjemnością. Gorąco polecam tę książkę wszystkim sympatykom literatury współczesnej i teraz już osobiście mogę powiedzieć, że „Lot nad kukułczym gniazdem” to jedna z tych książek, które trzeba przeczytać.

Moja ocena: 8/10

Czytaliście „Lot nad kukułczym gniazdem”? Lubicie twórczość Kena Keseya? Zapraszam do komentowania.

Please follow and like us:
  • Wielki pean na cześć wolności z powalającym finałem (scena z konsolą). Ja też lubię „Czasami wielka chętka”, choć to kompletnie inna książka. Na półce czeka „Pieśń żeglarzy”, może jeszcze przed końcem roku przeczytam.
    http://www.zaokladkiplotem.pl/2016/10/mgy-oregonu-ken-kesey-czasami-wielka.html

    • Lot to moje pierwsze spotkanie z twórczością Keseya. Książka ogólnie jest moim zdaniem pełna metafor- szpital jako Ameryka? Świat?

  • W mojej ocenie to jedna z najlepszych książek jakie kiedykolwiek czytałem. Tak jak napisałeś – książka, którą trzeba przeczytać. Choć mnie najbardziej uderzało symboliczne rozumienie szpitala psychiatrycznego w szerszym ujęciu. I ta walka jednostki z systemem.
    Dla mnie to książka-manifest wolności.

    • No właśnie ja ją tak odebrałem. Szpital, jako miniatura Ameryki/Świata.

      • Nie tylko Ameryki. Dla mnie pierwszym skojarzeniem jest państwo totalitarne, w którym jednostka nic nie znaczy i jest całkowicie tłamszona i niszczona przez system produkujący ludzi bez ambicji, woli walki i chęci zmian. System, który unicestwia wszelkie objawy indywidualizmu.
        Ale to nie tylko wymiar państwo – obywatel. Takie próby niszczenia można zauważyć w innych relacjach: w firmach, rodzinach, lokalnych społecznościach.

        Dodatkowo fascynuje mnie wieloznaczność samego tytułu. I to jaka przemiana zaszła w Bromdenie. I to jak pokazane zostało jak wielu ludzi z powodu swoich lęków, braku ambicji czy zwykłego lenistwa godzi się na marną egzystencję.
        Ach, mnóstwo skojarzeń mam z tą książką 🙂

        • Dokładnie. Lot nad kukułczym gniazdem, to taka książka, która po przeczytaniu, cały czas siedzi w głowie i z czasem zaczynasz kolejne rzeczy rozumieć.

          • Zaczynasz coraz więcej rozumieć albo coraz więcej sobie wyobrażać. Bo jak napisał Zafon: „Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.” 😉

          • To jest właśnie siła i potęga książek. Chyba właśnie dlatego jesteśmy takimi wariatami i kochamy książki 🙂

          • Tak właśnie jest 🙂

          • I niech tak będzie zawsze 🙂

  • Ciacho

    Wielka Oddziałowa też mi się skojarzyła z Misery. Myślałem jednak, że film jest bardziej zbliżony do książki. Trzeba zatem koniecznie nadrobić literacką formę. 🙂

    • Dla mnie akurat te zmiany są na plus. Film mi się podobał, ale książka dużo bardziej. Chociaż teraz z przyjemnością bym znów obejrzał film. A Ty nadrabiaj zaległość, bo tę książkę znać trzeba.

      • Ciacho

        Ogólnie u mnie jest tak, że jeśli bardzo podoba mi się film, a jest okrojony o sceny (nie zmieniony) to książka mi się bardzo podoba. Co innego, jak film zmieniony totalnie, np. Jestem legendą, i mi się bardzo podoba, a potem sięgam po książkę (tutaj Mathesona) i się odbijam, jak od ściany, bo coś zupełnie innego i to mi się średnio podoba.

        • Myślę, że w tym wypadku raczej nie będziesz rozczarowany 🙂

          • Ciacho

            Też tak myślę. 🙂

    • Dobrze wiedzieć, że nie jestem sam, chociaż u mnie to często – obejrzeć jakiś klasyk a nie przeczytać jeszcze literackiego pierwowzoru. W zdecydowanej większości przypadków ekranizacje są… lekko wybrakowane dla bibliofilów, więc w sumie nawet spodziewam się tego, że książka okaże się lepsza. 🙂 I to o wiele. A kiedy mamy do czynienia z ekranizacją oscarową to już w ogóle…

      • Ja też wiele książek czytam dopiero po obejrzeniu filmu. Właściwie to ciężko mi znaleźć super film, który obejrzałem po przeczytaniu książki – mam nadzieję, że Rzeka tajemnic okaże się takim przypadkiem. A tak to Zielona Mila, Milczenie owiec, Kasyno, Chłopcy z Ferajny, Skazani na Shawshank… – najpierw obejrzałem film.

  • Wiewiórka w okularach

    Kiedyś zaczęłam czytać „Lot nad kukułczym gniazdem”, ale odpadłam po jakichś 20 stronach. Chyba po prostu za młoda i za głupia byłam, więc może teraz będzie odpowiedni moment, by nadrobić tę lekturę 🙂

    • Książka nie należy łatwych i może faktycznie w młodszych latać może zanudzić. Próbuj, najwyżej znów po kilkudziesięciu stronach odpadniesz 🙂