Mały Książę – Antoine De Saint-Exupéry

Tytuł: Mały Książę

Autor: Antoine De Saint-Exupéry

Wydawnictwo: De Agostini Polska Sp. z o.o.

Liczba stron: 125

Okładka: Twarda

Rok wydania: 2002

ISBN: 83-7316-160-0

W oczekiwaniu na kuriera, który miał mi dostarczyć zamówione książki na następny dzień, potrzebowałem lektury, którą mógłbym spokojnie przeczytać w jeden wieczór. Mój wybór padł na powiastkę filozoficzną dla dzieci „Mały Książę” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego.

Antoine Marie Jean-Baptiste Roger de Saint-Exupéry urodził się 29 czerwca 1900 w Lyonie – francuski pilot, pisarz i poeta. Uczył się w szkołach katolickich prowadzonych przez jezuitów. Zamierzał wstąpić do szkoły morskiej, jednak nie zdał egzaminu. W 1919 podjął studia na Wydziale Architektury Akademii Sztuk Pięknych. W 1921 r. uzyskał kwalifikacje pilota cywilnego, a rok później – pilota wojskowego w centrum szkolenia pilotów wojskowych w Istres. W lotnictwie wojskowym służył krótko, gdyż wskutek wypadku, w którym został ranny, przeniesiono go w 1923 do rezerwy w stopniu podporucznika. Po wybuchu II wojny światowej,  jako kapitan latał we francuskim dywizjonie rozpoznawczym, wykonując kilka lotów bojowych. Po zajęciu Francji przez Niemcy został ze swą eskadrą ewakuowany do Algieru, a następnie po demobilizacji powrócił do Francji. W grudniu 1940 przedostał się przez Portugalię do USA, gdzie zajmował się pisarstwem. Pobyt na emigracji trwał dwa i pół roku i zaowocował trzema utworami: „Pilot wojenny”, „List do zakładnika” oraz „Mały Książę”. Mimo zaawansowanego wieku jak na pilota bojowego, wykorzystując swe możliwości i wpływy, uzyskał przydział do lotnictwa Wolnych Francuzów, podległego amerykańskiemu dowództwu. 31 lipca 1944 wystartował z zadaniem wykonania zdjęć zgrupowania niemieckich wojsk koło Lyonu, z którego już nie powrócił. Jego maszyna zatonęła w pobliżu wyspy Frioul, niedaleko Marsylii. Najprawdopodobniej została zestrzelona przez niemiecki myśliwiec.

Żyjący na innej planecie mały bohater tej książki kocha i pielęgnuje różę, nie wiedząc, że nie jest ona jedynym okazem tego kwiatu na świecie. Kiedy opuszcza planetę i na Ziemi przekonuje się, że takich kwiatów jest więcej, jego uczucie dojrzewa, rozumie bowiem, że porzucając swoją różę, naraża ją na niebezpieczeństwo.

„Małego Księcia” czytałem kilkanaście lat temu, jako że była to moja lektura szkolna. Pamiętam, że bardzo mi się wtedy nie spodobała. Dlatego postanowiłem dać jej kolejną szansę i zapoznać się z nią, tym razem już, jako osoba dorosła. Początek książki nawet mi się mocno spodobał. Szczególnie jeden fragment:

„Zawód pilota dał mi okazję do licznych spotkań z wieloma poważnymi ludźmi. Wiele czasu spędziłem z dorosłymi. Obserwowałem ich z bliska. Lecz to nie zmieniło mej opinii o nich. Gdy spotykałem dorosłą osobę, która wydawała mi się trochę mądrzejsza, robiłem na niej doświadczenie z moim rysunkiem numer 1, który stale nosiłem przy sobie. Chciałem wiedzieć, czy mam do czynienia z osobą rzeczywiście pojętną. Lecz za każdym razem odpowiadano mi: – To jest kapelusz. – Wobec tego nie rozmawiałem ani o wężach boa, ani o lasach dziewiczych, ani o gwiazdach. Starałem się być na poziomie mego rozmówcy. Rozmawiałem o brydżu, golfie, polityce i krawatach. A dorosły był zadowolony, że poznał tak rozsądnego człowieka.”

Niestety im dalej, tym było gorzej. O ile jeszcze całkiem przyjemnie czytało mi się o kolejnych wizytach Księcia na poszczególnych planetach, to od chwili jego przybycia na Ziemię, dzieło de Saint-Exupéry’ego wyraźnie obniża poziom. Staje się zbiorem złotych myśli i prawd oczywistych.

Tytułowy bohater zupełnie nie wzbudził mojej sympatii. Jak przystało na dziecko, zadaje setki pytań i dopóki nie uzyska na nie odpowiedzi, to powtarza je po kilka razy. I o ile jest to dla mnie zrozumiałe, to powtarzanie praktycznie, co drugą stronę zdania „powtórzył Mały Książę, który nigdy nie porzucał raz postawionego pytania”, uważam za zbyteczne i bardzo irytujące. W mojej ocenie jest on bardzo naiwnym idealistą, patrzącym na świat oczami małoletniego marzyciela. Zdecydowanie bardziej podobali mi się, mieszkańcy odwiedzanych przez niego planet. Każdy z nich uosabia jakąś ludzką przywarę. Najciekawszymi z nich są Król i Pijak, który pije, żeby zapomnieć, że się wstydzi i wstydzi się, że pije.

Książka jest napisana lekkim językiem i można ją spokojnie przeczytać w jeden wieczór. W mojej ocenie jest ona bardziej przeznaczona dla dorosłych niż dla dzieci, w czym utwierdza mnie sam de Saint-Exupéry, dedykując ją dorosłemu koledze, gdy był on małym chłopcem. Młody czytelnik może nie zrozumieć wielu rzeczy w tej powiastce, dlatego nie jestem do końca przekonany, czy powinna ona być lekturą szkolną w pierwszych klasach podstawówki. Pomimo tego, że podobała mi się odrobinę bardziej, niż gdy czytałem ją po raz pierwszy, to dla mnie jest ona zbyt prosta i banalna w przeciwieństwie do imienia i nazwiska jej autora. Może, gdy przeczytam ją ponownie za kilkanaście lat, to dojrzę wtedy jej jakiś głębszy sens. Na dzień dzisiejszy „Mały Książę” mnie nie porwał, chociaż nie jest to bardzo zła lektura.

Jako ciekawostkę warto zauważyć, że książkę przetłumaczono na 270 języków i dialektów, co czyni ją najczęściej tłumaczonym dziełem literatury światowej zaraz za Biblią.

Moja ocena: 6/10

Czytaliście „Małego Księcia”? Uwielbiacie czy nienawidzicie tę książkę? Zapraszam do komentowania.

 

Please follow and like us:
  • Iskierka_czyta

    Piękne wydanie książki oraz recenzja. Klasyka zawsze dobra 🙂

    Pozdrawiam,
    iskraczyta.blogspot.com

  • Renata Przybysz

    Tak, albo się lubi albo nie lubi. Ja lubię bardzo.Osobiście uważam, że „Mały Książę ” to najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek napisano. Czytałam kilka razy i zapewne jeszcze wiele przeczytam. Za każdym razem znajduję w niej coś nowego. Ja myślę, ze krzywdzące jest mówienie, że to książka tylko dla dzieci. A zawarte w niej prawdy i złote myśli nie są jak widać takimi oczywistościami, skoro do dziś pozostają niezrozumiane. Mnie urzeka ten świat.Uważam, że to piękna opowieść o przyjażni i marzeniach. Nieco wyidealizowana, ale to ani trochę ie przeszkadza

    • Jak napisałem w opinii, dla mnie ta książka nie jest zupełnie dla dzieci, a jeśli już to dla tych sporo starszych. Nie pamiętam już w której klasie była moją lekturą, ale chyba jedna z pierwszych klas podstawówki. I ja jej wtedy zupełnie nie zrozumiałem. Teraz, po kilkunastu latach dojrzałem jej głębszy sens, ale nadal mnie ona nie porwała.

  • Bardzo lubię „Małego Księcia”. Być może dlatego, że sam zawsze byłem i chyba wciąż jestem marzycielem 😉 A i te złote myśli, o których wspominasz, dość mocno odbiły się w mojej psychice i pamięci. Głównym przesłaniem, które zapamiętałem z tej książki i którego się trzymam, to na zawsze zachować w sobie część dziecka i pielęgnować tę pełną marzeń i fantazji cząstkę siebie. Chętnie wracam do tej lektury i mocno przypadł mi do gustu również film z 2015 r.

    • No widzisz, czyli sprawdza się co napisałem, albo ją łykasz od razu i kochasz nad życie, albo tak jak mi zupełnie nie podejdzie. Jest to bardzo specyficzna książka.

  • Ja ją czytałam jak byłam w czwartej albo piątej klasie podstawówki, nie jako lekturę, tylko z własnej woli i pamiętam, że kompletnie mi nie przypadła do gustu. Zawsze było mi głupio to mówić, bo wszyscy patrzyli się na mnie wtedy jak na wariata i pytali, jak może mi się taka fantastyczna książka nie podobać… Pocieszyłeś mnie trochę, że nie tylko mnie się nie podobała 😉

    • Ta książka jest w jakiś sposób niesamowita – nie można być wobec niej neutralnym.

  • Pingback: Tag książkowy, czyli Oczytany od strony prywatnej()