Myszy i ludzie – John Steinbeck

Tytuł: Myszy i ludzie

Autor: John Steinbeck

Wydawnictwo: Czytelnik

Liczba stron: 142

Okładka: Twarda

Rok wydania: 1974

Czy można napisać wybitną książkę, która ma zaledwie sto czterdzieści stron, a jej format przypomina książeczkę do nabożeństwa? Johnowi Steinbeckowi to się udało. Powieść „Myszy i ludzie” zdecydowanie zasługuje na takie określenie.

John Steinbeck urodził się 27 lutego 1902 r. w Salinas w stanie Kalifornia. Był synem młynarza i nauczycielki. Przodkowie Steinbecka pochodzili z Niemiec. John studiował humanistykę ogólną na Uniwersytecie w Stanford, studiów jednak nigdy nie ukończył. Pracował w morskiej stacji naukowo-badawczej w Pacific Grove. W 1925 r. wyjechał do Nowego Jorku, gdzie zaczął próbować swoich sił jako pisarz. Rozgłos zyskał dzięki opublikowanemu w 1935 r. zbiorze humorystycznych opowieści, „Tortilla Flats”. Dwa lata później Steinbeck wydał słynną powieść „Myszy i ludzie”, a wkrótce potem także „Grona gniewu”. Książka opowiadająca losy ubogiej rodziny wędrującej z Oklahomy do Kalifornii w celu znalezienia pracy przyniosła mu w 1940 r. nagrodę Pulitzera. W czasie II wojny światowej John Steinbeck pracował jako korespondent wojenny dla „New York Herald Tribune”. Jego kolejne książki zostały nieprzychylnie ocenione przez krytyków. Steinbeck został mimo to laureatem Nagrody Nobla w 1962 r. Po 1962 r. nie tworzył już powieści, zwrócił się w stronę publicystyki. Zmarł na zawał serca 20 grudnia 1968 r. w Nowym Jorku.

George Milton i Lennie Small to niezwykły tandem przyjaciół. George jest silnym mężczyzną, a podążający w ślad za nim Lennie – upośledzonym gigantem o umysłowości małego dziecka. Niezdarny i nieświadomy własnej siły fizycznej nie potrafi dostosować się do społecznych norm i co chwila sprowadza na siebie i George’a mniejsze lub większe nieszczęścia. Nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca, przyjaciele przemierzają pogrążone w Wielkim Kryzysie Stany w poszukiwaniu zarobku i akceptacji. Ich marzeniem i celem, do którego dążą, jest własna farma, na której mogliby wspólnie hodować króliki.

„Myszy i ludzie” to cudowna książka, którą można spokojnie przeczytać w kilka godzin. Pomimo swojego niewielkiego rozmiaru, naładowana jest tak ogromną ilością emocji, że można by nimi obdzielić kilka innych tytułów.

„Lepiej by było, jakbym sam zastrzelił tego psa. To źle, że pozwoliłem zastrzelić swojego psa obcemu”.

Od samego początku historia zawarta w tej powieści zupełnie mnie pochłonęła i nie byłem w stanie się od niej oderwać, aż do chwili, gdy przeczytałem ostatnią stronę. Jej największym plusem, jest doskonałe i bardzo wzruszające zakończenie. Wprawdzie od samego początku w jakimś stopniu spodziewałem się takiego końca, ale ze względu na sympatię, jaką poczułem do głównych bohaterów, cały czas miałem nadzieję na happy end. Gdy skończyłem czytać tę książkę, wprawdzie nie musiałem wycierać łez ze swoich policzków, ale gdzieś w dołku, coś mnie mocno ścisnęło.

Większość postaci w „Myszach i ludziach” łączy jedna wspólna cecha. Są oni w jakiś sposób odrzuceni przez społeczeństwo. Różne są tylko tego przyczyny. Kolor skóry, styl prowadzenia się, wiek, upośledzenie umysłowe, lub tak jak w przypadku George’a, powodem odrzucenia jest Lennie. Powoduje to, że każda z tych osób, jest w jakiś sposób samotna i bardzo nieszczęśliwa. Jeżeli chodzi o głównych bohaterów, to praktycznie od pierwszych stron powieści bardzo ich polubiłem i mocno im kibicowałem. Są oni od siebie skrajnie różni, zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. Z jednej strony niewysoki obrotny nerwus, który mimo tego, że przez Lenniego ma mnóstwo kłopotów, to opiekuje się swoim towarzyszem. Z drugiej zaś wielkolud o umyśle małego dziecka, który jest wpatrzony w swojego przyjaciela jak w obrazek. Nie wiem czy sprawia to moja fascynacja Stephen Kingiem, ale w każdej lekturze doszukuję się podobieństw do bohaterów jego powieści. I tak Lennie bardzo mi przypominał Johna Coffeya z „Zielonej Mili”. Ta sama fizyczność, ta sama niewielka bystrość umysłowa i to samo gołębie serce. Myślę, że Mistrz grozy musiał się inspirować dziełem Steinbecka, w chwili, gdy tworzył swoje dzieło.

Na podstawie książki został nakręcony równie rewelacyjny film, w którym główne role zagrali Gary Sinise i John Malkovich.

„Myszy i ludzie” to przepiękna historia o prawdziwej męskiej przyjaźni i marzeniach. Pomimo tego, że powieść jest napisana bardzo prostym językiem, to jest genialna w swojej prostocie. Warto poświęcić jeden wieczór na dzieło Steinbecka, bo jest to gwarancja bardzo dobrze wykorzystanego czasu. Jeżeli ktoś z Was jeszcze nie czytał tej książki, to niech jak najszybciej to nadrobi. Warto!!! A nawet trzeba.

Moja ocena: 9/10

Czytaliście „Myszy i ludzie”? Lubicie twórczość Steinbecka? Zapraszam do komentowania.

Please follow and like us:
  • Zaczytania

    Czytałam i bardzo lubię jego twórczość. A „Na wschód od Edenu” to jedna z moich ulubionych powieści. Chłonęłam ją jak gąbka wodę. Jest cudna.

    http://www.czytanie-na-sniadanie.pl

    • Ja nie miałem jeszcze przyjemności przeczytać czegoś innego Steinbecka, ale na pewno to nadrobię w niedalekiej przyszłości.

      • Zaczytania

        To gorąco polecam. Książka, o której pisałam to wspaniała lektura 🙂
        http://www.czytanie-na-sniadanie.pl

        • Patrząc na opinie na Lubimy Czytać coś musi w tym być. Tako wysoko oceniane są ,,Grona gniewu”.

          • Zaczytania

            Też zawsze zerkam na lubimy czytać przed sięgnięciem po jakąś książkę. Niestety kilka razy się rozczarowałam. Jednak w tym przypadku można zaufać opiniom 🙂
            http://www.czytanie-na-sniadanie.pl

          • To prawda, ale w zdecydowanej większości przypadków ocena pokrywa się z moją.

          • Zaczytania

            To fajnie :). Dziś niestety po skończonej lekturze kolejny raz moja ocena była dużo niższa od tej na lubimy czytać. Na szczęście ze Steinbeckiem nie będziesz miał tego problemu 🙂

            http://www.czytanie-na-sniadanie.pl

          • Mam nadzieję 🙂

  • Ciacho

    Świetna książka i kapitalny autor. Bezpiecznie uwielbiam autora i jego twórczość. Nikt, tak jak on, nie potrafi mi namalować obrazu całego środowiska słowami, dzięki czemu mogę zobaczyć to na własne oczy. Przeczytałem większość książek, chociaż chcę wszystkie, i na pewno je będę miał i w posiadaniu, i przeczytanie.
    Tylko biorąc pod uwagę to podobieństwo z SK, o którym piszesz, to raczej to w drugą stronę działało, czego dobitne świadectwo jest w książce „Blaze”, która bazuje właśnie na tej książce Steinbecka i to bardzo wyraźnie. 😉

    • Też mi się Blaze skojarzyło. Wydaje mi się, że Steinbeck jest po prostu takim autorem w Ameryce, z którego czerpią inspirację współcześni pisarze.
      Ja na pewno też porwę się na kolejne książki tego autora, tym bardziej, że na Lubimy Czytać oceniany jest bardzo wysoko.

      • Ciacho

        Kiedyś z Faulknera, potem ze Steinbecka, teraz tam jest McCarthy. Chociaż to w mocnym uszczupleniu, ale podobni autorzy do siebie, więc jak spodoba się jeden, to reszta też. Chociaż mi z nich najmniej ten pierwszy.
        „Grona gniewu” kapitalne. Jego książki są ogólnie bardzo proste i przez to część ludzi zastanawia się „w czym tu szał?”. Cóż, każdy ma inaczej ustawiony stopień czułości i interpretacji. 😉

        • Coś musi w tym być, bo Myszy to w sumie taka banalna historia, a jakoś taka napakowana emocjami. Grona i Na wschód od Edenu podejrzewam, że w przyszłym roku obiorę na cel.

          • Ciacho

            Ja miałem ogarnąć „Na wschód od Edenu ” w tą zimę, ale zamiast tego ogarnę „Na południe od Brazos”. 😛 Steinbecka znam i uwielbiam, więc McMurtry’emu trzeba dać też szansę, a John nie ucieknie. 🙂

          • Ja za Na południe od Brazos biorę się jak tylko przeczytam Kingi, które mam mieć w przyszłym tygodniu i pewnie po Kazik.Biała księga, tak więc jest troszkę stron do czytania.

          • Ciacho

            Szykuje się mega uczta. Ja to już mam, ale specjalnie na grudzień zostawiam, Raz – bo takie cegły w tym czasie uwielbiam, Dwa – że recka przed świętami może też zachęci na idealny prezent pod choinkę. 🙂

          • Niezły pomysł. Ja jak zakładałem bloga, to sobie pomyślałem, że jeżeli dzięki Oczytanemu, chociaż jedna osoba przeczyta którąś z opiniowanych książek, to będę wiedział, że warto było założyć bloga:)

          • Ciacho

            No jest to świetna sprawa jak kogoś przekonasz do przeczytania, a jeszcze lepiej, jeśli do kupna też, i jest ten ktoś zadowolony. Frajda i przyjemność. Z uśmiechem patrzę na LC, jak widzę, kiedy po moich reckach znajomi dają daną książkę do zainteresowanych. 🙂

          • Dokładnie. Bo nie oszukujmy się. Z jednej strony piszesz dla siebie, żeby poznać innych psychofanów książkowych. Ale też w dużej mierze, po to piszemy, żeby właśnie promować i zachęcać innych do tego co sami czytamy.

          • Ciacho

            Dokładnie.