Na południe od Brazos – Larry McMurtry

Tytuł: Na południe od Brazos

Autor: Larry McMurtry

Wydawnictwo: Vesper

Liczba stron: 862

Okładka: Twarda

Rok wydania: 2017

ISBN: 978-83-7731-276-6

Jak już kiedyś wspominałem, należę do ginącego gatunku osób, które uwielbiają westerny. W młodości zaczytywałem się w książkach Wernica, Maya i Coopera, a do moich ulubionych filmów należą „Siedmiu wspaniałych”, „Rio Bravo” i „Vera Cruz”, które oglądałem kilkadziesiąt razy i znam je praktycznie na pamięć. Dlatego gdy przeczytałem informację, że ma się ukazać długo oczekiwane wznowienie „Na południe od Brazos”, które jest uznawane za najwybitniejsze dzieło literackie z tego gatunku, to w tej samej chwili wiedziałem, że muszę tę książkę przeczytać. Wprawdzie muszę uczciwie przyznać, że nigdy wcześniej o niej nie słyszałem, ale rewelacyjne oceny na Lubimy czytać i recenzje innych czytelników, tylko mnie utwierdziły w przekonaniu, że musi być to dla mnie obowiązkowa lektura.

Larry Jeff McMurtry urodził się 3.06.1936 r. w Wichita Falls w Teksasie. Jest pisarzem, eseistą i scenarzystą. Wychował się na rancho w okolicach Archer City w Teksasie. W 1958 r. ukończył North Texas State University, a w 1960 – Rice University w Houston, gdzie później wykładał literaturę angielską, zanim całkowicie poświęcił się pisarstwu. W 1962 zdobył nagrodę Teksaskiego Instytutu Literackiego Jesse M. Jonesa, a w 1964 został stypendystą fundacji Guggenheima. Kształcił się także na Uniwersytecie Stanforda w Kalifornii, gdzie zaprzyjaźnił się z Kenem Keseyem, autorem słynnego „Lotu nad kukułczym gniazdem”, a po jego śmierci ożenił się z wdową po nim. Jest bibliofilem oraz właścicielem zakupionego w 1970 r. antykwariatu w Georgetown. W 1988 r. założył drugi, w Archer City, w następnych latach dwa kolejne. Trzy z nich zamknął w 2012 roku, nie chcąc nadmiernie obciążać spadkobierców. Jest współautorem scenariuszy filmów „Ostatni seans filmowy” i „Tajemnica Brokeback Mountain”. Za drugi z nich otrzymał w 2006 Oscara w kategorii najlepszy scenariusz adaptowany.

Dwaj emerytowani pogranicznicy z Teksasu, Gus McCrae i Woodrow Call, są zadowoleni na myśl o spędzeniu reszty swoich dni w małym teksańskim miasteczku Lonesome Dove. Ich dawny przyjaciel Jake przyjeżdża do miasta i opowiada im o niesamowitych możliwościach dla ranczerów bydła w Montanie. Zachęcony tym Call namawia Gusa i wielu innych mieszkańców do wyruszenia na niebezpieczny spęd bydła do Montany. Gus ma jednak ukryty cel: jego dawna ukochana mieszka teraz w Nebrasce i liczy, że dostanie od niej drugą szansę. Wraz z czasem trwania wyprawy nabiera ona epickich rozmiarów, ostatecznie stając się prawdopodobnie najważniejszym wydarzeniem w życiu wszystkich uczestników.

Czytając pierwsze kilkadziesiąt stron książki można odnieść wrażenie, że nie będzie to porywająca lektura. Oto kilku podstarzałych byłych pograniczników, wiedzie sobie spokojny żywot w maleńkim miasteczku. Ich jedyną rozrywką jest picie whisky, granie w karty, odwiedziny u jedynej w okolicy kobiety lekkich obyczajów i wypady raz na jakiś czas na drugą stronę rzeki, w celu zdobycia mniej lub bardziej legalnymi sposobami stada krów. Dopiero od momentu rozpoczęcia wyprawy, „Na południe od Brazos” staje się westernem z krwi i kości i nie ukrywam, że z każdą kolejną stroną coraz mocniej wsiąkałem w tę książkę. Stałem się jednym z członków tej morderczej wędrówki, na których na każdym kroku czyha śmierć. Autorowi udało się stworzyć wspaniałą wielowątkową historię, w której wszystkie wątki, co chwila się przeplatają, by za chwilę się rozjechać, żeby na końcu ostatecznie ułożyć się w logiczną całość. Dojrzewamy wraz z Newtem, razem z Loreną marzymy o lepszym życiu i cierpimy razem z nieszczęśliwie zakochanym Chlustem. Zawiedzie się jednak ten, kto oczekuje po tej lekturze radosnej przygodówki, w klimacie powieści Karola Maya. „Na południe od Brazos” to cholernie smutna książka. Zdecydowanie najsmutniejsza ze wszystkich, jakie miałem ostatnio okazję przeczytać. Po raz pierwszy od wielu lat byłem tak bardzo bliski popłakania się w momencie śmierci jednego z bohaterów, bo te ponad osiemset stron rewelacyjnej historii sprawia, że niesamowicie związałem się z niektórymi postaciami.

Jeżeli już mowa o głównych bohaterach tej powieści, to oprócz Jake’a, ich wszystkich się po prostu nie da nie lubić. Rzadko mi się zdarza, żebym tak dużą sympatią obdarzył prawie wszystkie osoby pojawiające się w książce. Jednak moim zdecydowanym numerem jeden tej lektury jest Gus. Jak ja go polubiłem! Całkowicie skradł moje serce i wskoczył do bardzo ścisłej czołówki moich ulubionych postaci literackich. Z jednej strony leń, kobieciarz i upierdliwy gaduła, ale z drugiej doskonały kowboj, świetny strzelec i lojalny przyjaciel. Jego całkowitym przeciwieństwem jest Call. Samotnik, milczek, stroniący od towarzystwa kobiet. I to właśnie te różnice między nimi w dużej mierze nakręcają tę powieść. Ich ciągłe spory i kłótnie należą do najlepszych dialogów w całym „Na południe od Brazos”.

„- Już wiem co zrobimy – powiedział Augustus. – Pojedziesz do Montany z Deetsem i P.E.’em. Zbudujecie ładną, przytulną chatę z porządnym kominkiem i przynajmniej jednym łóżkiem, żeby na mnie czekało, kiedy do was dołączę. Potem do reszty oczyścicie teren z Czejenów, Czarnych Stóp i tych Siuksów, którzy jeszcze będą się stawiać. Dopiero wtedy przy pomocy Jake’a i Newta popędzę stado i spotkam się z wami nad Rzeką Prochu.
Call prawie się uśmiechnął.
– Chciałbym zobaczyć to stado, które ty i Jake byście tam przygnali – powiedział.  – Chyba, że stado kurew. ”

Warto zwrócić uwagę, że wszystkie te postacie nie są jednak tak doskonałe, jak bohaterowie chociażby „Winnetou”. Widzimy ich nie, jako wymuskanych dżentelmenów, tylko jako brudnych, śmierdzących i ciężko pracujących kowbojów, którzy w wolnych chwilach załatwiają potrzeby fizjologiczne i kombinują gdzie i za co by tu sobie szturchnąć. Wszystkich łączy także to, że są bardzo samotni i nieszczęśliwi. Różne są tylko tego przyczyny. Odrzucenie przez ukochaną kobietę, nieudane małżeństwo, choroba męża, wyrzuty sumienia z powodu błędów z przeszłości czy niespełniona miłość – to tylko niektóre z nich.

„Na południe od Brazos” jest napisane bardzo prostym językiem, który bardzo przypominał mi styl pisania Steinbecka. McMurtry przepięknie opisuje moment śmierci. Zaryzykuję stwierdzenie, że do tej pory nie czytałem lepiej napisanych opisów tej smutnej chwili. Ogólnie trzeba oddać autorowi, że bardzo sprawie posługuje się piórem. Do moich ulubionych fragmentów należy scena walki niedźwiedzia i byka, która potwierdza, że McMurtry potrafi pięknie malować słowem.

Na podstawie powieści w 1989 roku został nakręcony miniserial w reżyserii Simina Wicera, w którym główne role zagrali Tommy Lee Jones i Robert Duvall.

Na koniec chciałbym napisać kilka słów o samym wydaniu. Otóż trzeba przyznać, że warto było poczekać te dwadzieścia kilka lat na wznowienie tej powieści. Potężne tomiszcze, oprawione w bardzo elegancką okładkę, przepięknie prezentuje się na półce i z pewnością będzie ozdobą każdej biblioteczki. Na końcu książki znajduje się mapa, która zawiera zaznaczone trasy wędrówek poszczególnych bohaterów. Następnie możemy przeczytać posłowie autorstwa mojego kolegi Michała Stanka z bloga Za okładki płotem. Zawiera ono biografię autora powieści, historię westernu oraz ciekawostki o książce i jej ekranizacji. Trzeba przyznać, że Michał odwalił kawał dobrej roboty, bo nie często mi się zdarza, żeby posłowie czytało mi się prawie tak samo dobrze jak powieść. Michale, chapeau bas! Całość kończy wkładka zawierająca kilkadziesiąt unikalnych zdjęć – oryginalnych fotografii z epoki, a także fotosów z planu filmowego opartego na powieści serialu. Do pełni szczęścia zabrakło mi tylko, żeby były one wklejone w powieść, w miejscach, w których toczą się widoczne na danej fotografii sceny.

„Na południe od Brazos” to książka wybitna. Znajdziemy w niej wszystko to, co powinien zawierać klasyczny western: pościgi za mordercą, walki z Indianami, prawdziwą męską przyjaźń i pędzenie bydła. Słusznie zasługuje na miano klasyka gatunku. Z czystym sumieniem polecam ją wszystkim miłośnikom Dzikiego Zachodu, ale także tym, którzy chcieliby przeczytać przepiękną i bardzo wzruszającą historię. Dlatego Szanowny Czytelniku jeżeli nawet nie lubisz powieści o kowbojach i czerwonoskórych, to zaryzykuj i zacznij czytać dzieło McMurtry’ego – jestem pewny, że się nie rozczarujesz.

Moja ocena: 9/10

Czytaliście „Na południe od Brazos”? Lubicie westerny? Zapraszam do komentowania.

 

Please follow and like us:
  • Coś w temacie naszej niedawnej dyskusji o tym, że trzeba do pewnych rzeczy czasem dorosnąć – kiedyś nie cierpiałem westernów, ale w formie filmów. No po prostu nie, nudziły mnie. Teraz mnie czasem ochota nachodzi na obejrzenie jakiegoś, chociaż i tak przez to dawne marudzenie nie jestem zbyt do przodu. 😀

    A Twoja opinia jeszcze mocniej utwierdza mnie w przekonaniu, że akurat „Na południe od Brazos” może mi otworzyć szeroko drogę do polubienia tego gatunku również w formie literackiej. Jak na razie w „tych klimatach” to zaliczałem głównie książki, które się kręcą wokół Indian – „Ostatni Mohikanin” i tego typu.

    Też masz wrażenie, że sama okładka „Na południe od Brazos” wygląda czasem jakby była obita skórą i taka „trójwymiarowa” jakby? 🙂

    • Jest, a do tego jest świetna w dotyku:) Dla mnie westerny od małego, to ukochane filmy. A Siedmiu wspaniałych kocham nad życie. Średnio co drugi miesiąc leci w TV i zawsze sobie obiecuję, że nie będę oglądał. I wtedy popełniam błąd i włączam sobie tylko na chwilę – i po mnie 😀 A pięcioksiąg Coopera o którym wspominasz, to super książki, które do dzisiaj darzę ogromnym sentymentem.

      • Brak TV. :< Ale zawsze mogę sobie dorwać w dowolnym serwisie, bo teraz kupić/wypożyczyć film to już żaden problem.

        Tak, zdecydowanie świetne, choć mam jeszcze w nich jeden brak – brak ostatniego tomu. Będę musiał się do niego dokopać i wreszcie kupić i przeczytać. 🙂

        • A to spokojnie. Na Alledrogo jest tego pełno. A westerny nadrabiaj. Bo to wspaniały gatunek 🙂

          • Wiem, wszystkie kupiłem na Allegro – albo raczej prawie. 😛 Jedną sztukę wygrzebałem z paczki zakupionych na wagę, spodobało mi się i kupiłem (prawie) całą resztę. 😛

          • W ten sposób można znaleźć różne skarby. Rozumiem, że Brazos planujesz przeczytać?

          • Jasne, tylko jak na razie nie mam egzemplarza, a zanim się do niego dobiorę to się skończy jak z mnóstwem innych, które „tak bardzo chcę przeczytać już zaraz natychmiast olaboga”. 😛 Ale na pewno będzie na liście tych bardziej priorytetowych, co oznacza tak czy siak parę miesięcy u mnie…

          • Z tego co zauważyłem, to co u trzeciego blogera jest tak książka 🙂 Ale fajnie, bo naprawę na to zasługuje.

          • Tak, właśnie widzę – gdzie się nie obejrzę, tam „Na południe od Brazos”. 😛 Pewnie za jakiś czas przycichnie wszystko, ale przynajmniej na razie można się ponapawać dobrymi opiniami.

          • Nie wiem czy przycichnie, ale fajnie, że taka książka została wydobyta z zapomnienia. Tym bardziej, że western to chyba gatunek ginący, więc tym bardziej warto dbać o takie perełki.

  • Ciacho

    No i pięknie. Kolejny zadowolony, a nawet pokusiłbym się o stwierdzenie ‚zachwycony’. Książka jest kapitalna bez dwóch zdań i dla mnie nie ma żadnych minusów. Sam niestety nie czytałem jak Ty za młodu westernów, ale jestem jeszcze z tego pokolenia, które dużo filmów oglądało. Nawet Lego miałem. Fajne czasy, dzisiaj to już rzadko kiedy się coś pojawi. Chociaż niedawno był serial western w połączeniu z sf – Westworld z Hopkinsem, ale średni wg mnie. W każdym razie nabrałem ochoty mega na więcej westernu, tym bardziej że na samym końcu tam Michał pisze w posłowiu, że to nie koniec książek w tym stylu od Larry’ego, nawet z Gusem i Callem, bo tam jakiś prequel jest.

    • Lego western to moje ukochane Lego, które teraz zamierzam swojemu młodemu kupić 🙂
      Co do książki, to tak, jestem zachwycony. Z jednej strony bardzo prosta, z drugiej cholernie wzruszająca. Teraz czekamy na Kasię, bo ona się wczytuje obecnie 🙂
      A westerny są mega 🙂

  • Na pewno prędzej czy później przeczytam tę książkę. Cieszę się, że Ci tak mocno przypadła do gustu i że tak mocno Cię dotknęła. Może gdzieś w połowie roku i ja wyruszę w podróż na Dziki Zachód gdzieś na południe od Brazos 🙂

    • Wyrusz, bo naprawdę warto. Dawno mnie już tak bardzo książka nie wzruszyła.

  • To jest książka, którą po prostu muszę przeczytać!!

  • Anna Mach

    Uwielbiam westerny w formie filmowej, ale przyznaję, że książek nie czytalam. Moze dzięki tej recenzji się to zmieni 🙂

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie:
    ainacham.blogspot.com

    • Jeżeli lubisz westerny, to Brazos MUSISZ przeczytać 🙂