O psie, który jeździł koleją – Roman Pisarski

Tytuł: O psie, który jeździł koleją

Autor: Roman Pisarski

Wydawnictwo: GREG

Liczba stron: 61

Okładka: Twarda

Rok wydania: 2017

ISBN: 978-83-7517-655-1

„O psie, który jeździł koleją” autorstwa Romana Pisarskiego, to jedna z najsmutniejszych książek, jakie miałem okazję czytać w dzieciństwie. Po ponad dwudziestu latach, ponownie sięgnąłem po to opowiadanie.

Roman Pisarski urodził się 23 marca 1912 roku w Stanisławowie, na Ukrainie. Ukończył polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował w kilku szkołach, m.in. w liceach ogólnokształcących, umiejscowionych w Gliwicach, Zabrzu i Poznaniu. Stanowisko nauczyciela porzucił w latach 50., kiedy to poświęcił się całkowicie pisarstwu. Debiut literacki pisarza miał miejsce jednak znacznie wcześniej, bo w 1939 roku, kiedy na łamach „Kuriera Literacko-Naukowego” opublikowany został utwór „Granica”. Po porzuceniu profesji nauczyciela języka polskiego pisarz rozpoczął pracę nad podręcznikami. Efektami pracy autora były dwie uznane publikacje: „Rzekła rzepa rzepakowi” i „Kolorowa gramatyka”. Pisarski zmarł 10 lipca 1969 roku w Warszawie.

Zawiadowca z Marittimy znajduje na stacji kolejowej wesołego kundelka, który jest mieszańcem owczarka i szpica. Postanawia go przygarnąć i nazwać imieniem Lampo, co po włosku znaczy błyskawica. Tak zaczyna się historia wielkiej przyjaźni, jaka może zrodzić się wyłącznie pomiędzy psem a człowiekiem.

Książka Pisarskiego, to króciutkie opowiadanie, którego przeczytanie zajęło mi kilkanaście minut. Nowela jest napisana bardzo prostym językiem i jest bardzo mocno monotematyczna. I chociaż jako osoba dorosła traktuję to jako duży minus, to wiem, że jest to lektura skierowana przede wszystkim do najmłodszych moli książkowych, dla których będzie to niewątpliwie duże ułatwienie w czytaniu. Najmocniejszą stroną tej książki, jest jej zakończenie. Jako że jestem wielkim miłośnikiem psów, to nie ukrywam, że końcówka spowodowała, że gdzieś w sercu bardzo mocno mnie ścisnęło. Myślę, że niejeden wrażliwy czytelnik uroni łezkę czytając ostatnie strony „O psie, który jeździł koleją”. Natomiast za największy minus tej noweli uważam to, że nie zostało w żaden sposób wyjaśnione, dlaczego Lampo jeździł pociągami i w jaki sposób poznał tak doskonale rozkłady jazdy kolei.

„O psie, który jeździł koleją”, to opowiadanie o prawdziwej przyjaźni pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem. W doskonały, chociaż też w niełatwy sposób pokazuje młodym czytelnikom, do jakich poświęceń zdolny jest pies, któremu ofiaruje się miłość. Warto zapoznać się z tą lekturą, tym bardziej, że jest ona oparta na prawdziwej historii, jaka wydarzyła się we Włoszech w pięćdziesiątych latach ubiegłego wieku.

Moja ocena: 6/10

Czytaliście „O psie, który jeździł koleją”? Lubicie twórczość Romana Pisarskiego? Zapraszam do komentowania.

Please follow and like us:
  • Klasyka. A dzieciaki jak to dzieciaki – lubią mieć jakąś tajemnicę i niedopowiedzenie do rozwiązania, mają nad czym debatować potem długi czas. 😉 Oraz pole do własnej interpretacji!

    • Tak, ale i tak większość z nich wolałaby, żeby kto inny zginął 😀

      • Ech, no co prawda to prawda… 😛

        • Zresztą jak dobrze poszukać, to lekturach dla dzieci sporo jest tej brutalności. Oprócz psa na szybko przychodzi mi do głowy Antek i siostra w piecu i Anielka Prusa – tam też psiak żywota dokonuje.

          • Bo Prus raczej nie pisał swoich nowel dla dzieci 🙂 To tylko nasza szkoła wrzuca dzieciakom lektury, które nie do końca są dla nich przeznaczone.

          • Z drugiej strony, dzieci od małego uczą się, że w życiu nie jest tylko różowo.

          • Może nie tyle szkoła, co ci, którzy uważają, że wiedzą najlepiej co jest dla edukacji dobre. 😛 Część nauczycieli języka polskiego narzeka niemożebnie na spis lektur. 🙂 Chociaż z drugiej strony gdyby nie lektury to bym pewnie tak szybko nie pokochał twórczości Sienkiewicza, bo bym nie wziął się z własnej i nieprzymuszonej woli za „Potop”. 😛

          • Dlatego jako rodzic, od maleńkiego trzeba dzieciaki zachęcać do książek. Ja jestem mega wdzięczny mojemu tacie, że mnie fantastycznie pokierował po świecie książek i bardzo mądrze wprowadzał mnie w świat czytania.

          • U mnie po prostu wszędzie się walały książki – co prawda nie były to akurat moje typu (chociaż obecnie z klasyki się cieszę, że posiadam), ale samo obcowanie i patrzenie jak ktoś czyta daje dzieciakowi też dużo do myślenia.

          • W punkt! Perfecto!

          • No, do tego klasyczny Jaś i Małgosia z paleniem człowieka w piecu. 😉 Co najciekawsze, dzieci nie zauważają pewnych wniosków, które się pojawiają po zaznajomieniu się z daną historią, dopiero w późniejszym czasie dochodzi do nas co tak naprawdę kryje się w opowieści. Taki Jaś i Małgosia to – w ogromnym spłyceniu – kanibalizm oraz morderstwo poprzez spalenie w jednym. Kanibalizm co prawda niedokonany, ale jednak bezpośrednio zasugerowany. 😉

          • Może dlatego wykształciły się w nas podświadomie sympatie do horrorów i kryminałów 🙂

  • Od razu się przyznam, że czytałam książkę kilka razy i za każdym razem płakałam. Pamiętam też, ile było dywagacji i rozmów po przeczytaniu tej książki w klasie. I jeszcze długo po jej omawianiu zastanawialiśmy się, czy Lampo można było uratować.

    • Pewnie, że można było. Zawiadowca miał trójkę dzieci – można było jedno poświęcić 😛 Taki czarny humor 😛