Ósmy dzień tygodnia, Cmentarze, Następny do raju – Marek Hłasko

Tytuł: Ósmy dzień tygodnia, Cmentarze, Następny do raju

Autor: Marek Hłasko

Wydawnictwo: Czytelnik

Liczba stron: 439

Okładka: Miękka

Rok wydania: 1986

ISBN: 83-07-00910-3

Moja przygoda z twórczością Marka Hłaski rozpoczęła się kilka lat temu od świetnych „Pięknych dwudziestoletnich”. Od tamtej pory, bardzo lubię sięgnąć raz na jakiś czas po książkę tego autora. Tym razem mój wybór padł na pewien zbiór opowiadań.

Marek Jakub Hłasko urodził się 14 stycznia 1934 roku w Warszawie. Gdy miał niespełna trzy lata, jego rodzice rozwiedli się. Wkrótce potem chłopiec przeżył kolejną tragedię – jego ojciec zmarł w wyniku choroby nerek. Hłasko przez kilka lat pracował jako kierowca samochodowy. Był korespondentem „Trybuny Ludu”. Po sukcesie literackim noweli Baza Sokołowska (1954), którą drukował w prasie, poświęcił się twórczości pisarskiej. Pracował krótko w redakcji studenckiego tygodnika „Po prostu” (redaktor działu prozy). W 1958 wyjechał do Berlina Zachodniego, z podróży tej już do Polski nie powrócił. Przebywał w różnych krajach, pracę pisarską łączył z zarobkowymi zajęciami fizycznymi. Współpracował z paryską kulturą. W grudniu 1968 roku wydarzył się tragiczny wypadek z udziałem pisarza. W wyniku żartobliwych przepychanek Hłaski i jego przyjaciela Krzysztofa Komedy, ten drugi upadł i poważnie uderzył się w głowę. Wkrótce, na skutek obrażeń zmarł w szpitalu. Marek przeżył przyjaciela tylko o dwa miesiące, ponieważ zmarł 14 czerwca 1969 w Wiesbaden w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. W 1975 jego prochy sprowadzono do kraju.

Książka zawiera trzy opowiadania. Pierwszym z nich jest „Ósmy dzień tygodnia”.

Historia dwojga młodych ludzi, Agnieszki i Piotra, pary kochanków, która w popaździernikowej Polsce rozpaczliwie poszukuje odrobiny prywatności. Ale w szarej i nędznej rzeczywistości odnalezienie jakiejkolwiek nadziei na godne życie jest równie niemożliwe jak zdobycie dla siebie jakiegoś kąta.

Jest to bardzo smutna i ponura nowela. Warszawa i jej mieszkańcy są niczym żywcem wyjęci z „Germinalu” Emila Zoli. Wszyscy bohaterowie cierpią z jakiegoś powodu, żaden z nich nie jest szczęśliwy. Jedyną iskierką nadziei na lepsze jutro, jest tytułowy ósmy dzień tygodnia, na który każdy z nich czeka z innego powodu. Jednak, kiedy on nadchodzi, przynosi jedynie pasmo rozczarowań i cierpień.

Drugą minipowieścią są „Cmentarze”.

Przypadkowe spotkanie ze znajomym z czasów partyzanckich okazuje się dla bohatera katastrofalne w skutkach. Kilka beztrosko rzuconych słów i Franciszek Kowalski, dotychczas uczciwy i oddany sprawie członek partii, trafia do aresztu, zostaje posądzony o dwulicowość i dywersję, pozbawiony legitymacji partyjnej, wyrzucony z pracy. Próbując się oczyścić, zwraca się do swoich dawnych towarzyszy z partyzantki, którzy mogliby zaświadczyć o jego uczciwości.

Opowiadanie w doskonały sposób ukazuje paradoksy PRL. Tytułowy bohater przeżywa życiową tragedię, z powodu niepotrzebnie wypowiedzianych po pijanemu kilku słów. Niczym Józef K. z „Procesu” Kafki, zostaje wciągnięty w wir niezrozumiałych dla niego wydarzeń. Komunistyczna machina po kolei zabiera mu wszystko to, co było dla niego w życiu ważne. Wszystko to, w co do tej pory wierzył, okazuje się utopią i czasem przeszłym. Doprowadza to do tragicznego, ale także bardzo zaskakującego zakończenia, które jest zdecydowanie najmocniejszą stroną tej noweli.

Trzecim i ostatnim utworem jest „Następny do raju”.

W górach w okolicach Bystrzycy Kłodzkiej w odciętej od świata bazie transportowej pracuje przy zwózce drewna grupa życiowych rozbitków. Doświadczeni przez los mężczyźni nie myślą o przyszłości, lecz z każdym dniem coraz bardziej pogrążają się w samotności i we wspomnieniach. Rozpadające się ciężarówki z demobilu, których używają, wszechogarniający marazm, niebezpieczne, pełne wyrw drogi potęgują ich frustrację i poczucie ciągłego zagrożenia. Do leżącej na uboczu bazy któregoś dnia przybywa przedstawiciel partii. Jego pojawienie się z żoną w zamkniętej, męskiej społeczności pogłębia istniejące w niej konflikty. Kobieta próbuje za wszelką cenę wydostać się z odludzia…

Jest to zdecydowanie najlepsza część tego zbioru. Hłasko opisał w niej swoje doświadczenia z czasów, gdy sam pracował jako kierowca przy zwózce drewna. I pewnie dlatego jest to tak doskonała nowela, bo jak sam autor przyznaje w posłowiu, jest ona w dużej mierze autobiograficzna. Opowiada ona o grupie wyrzutków społeczeństwa, która znalazła się w Karkonoszach, ponieważ z różnych powodów nie było dla nich innej pracy. I tak w dzień narażają oni swoje życie i zdrowie, wieczorami zaś grają w karty, marząc o lepszym jutrze, które nie nadchodzi.

,,Posłuchaj synu: Onego czasu wziął Chrystus uczni swoich i szedł z nimi do miasta Jeruzalem. A gdy wyszli z miasta Betlejem, a było gorąco, usiedli na górze wysokiej w cieniu upragnionym i w kości grać poczęli. I wziął kości Piotr, i rzucił je, i wyrzucił dziesiątkę, i ucieszyło się serce Piotra, a zasmuciło serce Jana. A wziął kości Jan, a rzucił je i wyrzucił dwunastkę; i ucieszyło się serce Jana, a zasmuciło serce Piotra. A wziął kości Pan, a potrząsnął nimi i rzucił; i wyrzucił trzynastkę; i zasmuciło się serce Jana. Rzekł tedy: „Panie, nie czyń cudów, azaliż jest to uczciwa gra na gotówkę…” 

Doskonale zarysowane postacie, rewelacyjne dialogi, niezwalniająca nawet na chwilę akcja a to wszystko przyprawione szczyptą czarnego humoru, wszystko to sprawia, że dla mnie jest to jedno z największych dzieł w polskiej literaturze.

Zdecydowanie warto także obejrzeć film w reżyserii Czesława Petelskiego „Baza ludzi umarłych”, który został nakręcony na podstawie tej minipowieści. Główne role zagrała w nim elita polskiego kina: Tadeusz Łomnicki, Emil Karewicz, Zygmunt Kęstowicz, Leon Niemczyk i zmarły kilka dni temu Roman Kłosowski.

Wszystkie utwory w tym zbiorze są, podobnie jak praktycznie cała twórczość Marka Hłaski, bardzo smutne i depresyjne. W każdym z nich nie ma happy endu, a bohaterowie są zawsze przegrani. Ale, mimo że nie są to łatwe w odbiorze opowiadania, to zdecydowanie warto je przeczytać, a zwłaszcza ostatnie z nich. Jak wielu z nas w dzisiejszych czasach czeka na ósmy dzień tygodnia? Jak wielu zawalił się świat z powodu drobnego błędu? Ilu z nas czeka na lepsze jutro, które nie nadchodzi? Odpowiedz sobie sam Szanowny Czytelniku na te pytania, ale wcześniej zapoznaj się z tym zbiorem. Zdecydowanie warto.

Moja ocena: 9/10

Czytaliście ten zbiór opowiadań? Lubicie twórczość Marka Hłaski? Zapraszam do komentowania.

Please follow and like us:
  • O. W liceum zaczytywałem się Hłaską dość narkotycznie. „Ósmy dzień…” bardzo mocno na mnie działał emocjonalnie – taki francuski egzystencjalizm z domieszką wisielczego romantyzmu 🙂 Do tego dwa opowiadania izraelskie „Wszyscy byli odwróceni” i „Brudne czyny”, a dopiero potem odkryłem „Następnego do raju” – bo choć czytałem wcześniej, dopiero po filmie do mnie trafił, dziwne. [DYGRESJA ON] Swoją drogą to jest nic innego jak literacki remake „Ceny strachu” Clouzota (przegenialnej, a remake Friedkina niewiele słabszy – zdecydowanie warto obejrzeć oba). [DYGRESJA OFF] O tych tekstach Hłaski 22 lata temu pisałem nawet maturę – na temat „Pisarz ważny dla literatury polskiej i dla mnie osobiście” był to zdecydowanie uczciwszy wybór niż Żeromski albo Prus 🙂 Całe cytaty przytaczałem z pamięci bez problemu, no, po prostu byłem wtedy oblatany w książkach MH jak świński ryj po korycie. I co ciekawe od jakiegoś czasu nachodzi mnie chętka na przypomnienie sobie tych książek (i uzupełnienie braków, bo mam też takowe). To jednak pisarz niezwykle ważny, mimo wszystkich swoich literackich uproszczeń i melodramatycznych efektów – wyjątkowy.

    • Gdzieś w kościach czułem, że akurat Ty skomentujesz mój wpis 🙂 Dla mnie Hłasko wymiata i tak jak piszesz, Prus i Żeromski się chowają. Lekko się go nie czyta, ale w sumie on pisze tak, jak żył. Cholernie zdolny, ale mocno zagubiony. Ale Hłaskę znać trzeba, chociaż wydaje mi się, że tak jak Grzesiuk jest trochę obecnie zapominany.