Ostatni Don – Mario Puzo

Tytuł: Ostatni Don

Autor: Mario Puzo

Wydawnictwo: De Agostini Polska Sp. z o.o.

Liczba stron: 627

Okładka: Twarda

Rok wydania: 2003

ISBN: 83-7316-150-3

Zachwycony lekturą „Ojca Chrzestnego” Mario Puzo, z wielką ochotą sięgnąłem po kolejną książkę tego autora.

Mario Puzo urodził się 15 października 1920 w Nowym Jorku, w rodzinie emigrantów. W czasie wojny służył w wojsku, stacjonował w Niemczech i w Azji Wschodniej. Po wojnie pozostał w Niemczech i pracował przy służbach powietrznych, jako pracownik cywilny. W 1969 roku ukazała się jego najsłynniejsza powieść „Ojciec Chrzestny”. Od razu stała się bestsellerem i przyniosła pisarzowi ogromny rozgłos na całym świecie i na jej podstawie powstała filmowa trylogia „Ojca Chrzestnego” w reżyserii Francisa Forda Coppoli. Mario Puzo wspólnie z reżyserem napisał scenariusz do wszystkich trzech części. Za pierwsze dwie autorzy otrzymali statuetki Oscara. Natomiast trzecia część została wyróżniona nominacją. Do jego znanych książek zalicza się jeszcze: „Sycylijczyk”, „Czwarty K” i wydana pośmiertnie, dokończona przez wieloletnią towarzyszkę życia Carol Gino: „Rodzina Borgiów”. Mario Puzo zmarł na atak serca w swoim domu na Long Island w lipcu 1999 roku.

Podczas chrzcin swoich wnuków rządzący twardą ręką Don Domenico Clericuzio, głowa najsilniejszej amerykańskiej rodziny mafijnej, podejmuje decyzję o wyjściu z przestępczego podziemia. Chce, by odtąd jego krewni zajęli się legalnymi interesami i stali integralną częścią społeczeństwa. Szefom innych mafijnych klanów składa ofertę nie do odrzucenia – przejmą wszystkie jego intratne interesy, poza hazardem, on zaś będzie inwestował ich pieniądze, pobierając adekwatne wynagrodzenie. Mijają lata i do głosu dochodzą dawne niesnaski i nierozwiązane konflikty. Krwawe wydarzenia z przeszłości odciskają się piętnem na członkach rodu Clericuzio. Dante Santadio, brzydki, nielubiany wnuk Dona, psychopata i morderca, marzy o objęciu władzy po dziadku. Zazdrości wysokiej pozycji w Rodzinie i powodzenia u kobiet swemu stryjecznemu bratu, przystojnemu Crossowi De Lena, właścicielowi i zarządcy wielkiego kasyna w Las Vegas. Walka obu mężczyzn o przywództwo zagrozi spokojnej egzystencji Clericuzich.

Nie da się chyba ocenić „Ostatniego Dona” nie porównując go do „Ojca Chrzestnego”. Niestety rodzina Clericuzio przy Rodzinie Corleone wypada bardzo słabo. Zacznę od porównania tytułowych bohaterów. Obydwaj wzbudzają strach i szacunek a ich decyzje są zawsze decyzjami ostatecznymi. Dona Vito w książce jest bardzo dużo, przez większą jej część jest jej głównym bohaterem. Natomiast Dona Domenico w powieści jest bardzo mało. Dużo się tylko o nim mówi. A gdy się już pojawia to praktycznie za każdym razem siedzi przy stole, je makaron z tartym serem i popija wino, co po pewnym czasie staje się komicznie.

Obie książki zaczynają się bardzo podobnie – od uroczystości rodzinnej. W „Ojcu Chrzestnym” jest to wesele, a w „Ostatnim Donie” chrzciny.  W obu przypadkach na początku mamy natłok postaci, w którym ciężko się połapać, kto jest kim. Dopiero w dalszej części powieści na pierwszy plan wychodzi Cross, który staje się głównym bohaterem, tak jak Michael w historii rodziny Corleone.

To, co mnie najbardziej irytowało w „Ostatnim Donie” to styl, w jakim został napisany. Nie wiem czy jest to wina mojego wydania, ale jak czytam, że gangsterzy, którzy zabijają bez mrugnięcia okiem używają przekleństw: „wypierdek mamuta”, „psiakostka” i „zakichanego”, to jest to, co najmniej śmieszne. Dodatkowo autor bardzo często powtarza zdania, które kilka linijek wcześniej napisał w niemal identycznej formie.

Niestety „Ostatni Don” jest tylko marną kopią „Ojca Chrzestnego”. Wiązałem duże nadzieje z tą książką, tymczasem dość ciężko mi się ją czytało. Widać, że poziom pisania Mario Puzo pod koniec jego życia (autor napisał „Ostatniego Dona” w wieku 76 lat, na trzy lata przed swoją śmiercią.) był na dużo niższym poziomie, niż gdy pisał swoją najbardziej znaną powieść. Mimo wszystko polecam ją wszystkim sympatykom książek o mafii, a i miłośnicy twórczości Mario Puzo znajdą dużą przyjemność w jej czytaniu. I nie zrażajcie się nudnym początkiem. Im bliżej końca, tym powieść bardziej się rozkręca.

Moja ocena: 6/10

Czytaliście „Ostatniego Dona”? Lubicie twórczość Mario Puzo? Zapraszam do komentowania.

Please follow and like us:
  • Ciacho

    Faktycznie podobne i nie ma opcji nie porównać do „Ojca”. Ale osobiście myślę, że prędzej sięgnę po „Sycylijczyka” – chociaż masz bardzo ładne te wydanie. A na półce mam jeszcze ‚Rodzinę’. Nie chwytałem za to, bo jeszcze bodaj serial był w trakcie kręcenia, ale już chyba zakończyli, musiałbym sprawdzić. Co do tego słownictwa to raczej kwestia tłumaczenia, bo śmiesznie to wygląda. 🙂

    • Oczytany.eu

      Mi jeszcze tylko motylej nogi zabrakło i byłby komplet:) Wydanie jest piękne – mam już sporo książek z tej serii, a jeszcze kilku poszukuję. Ja na pewno dam jeszcze szansę Puzo i pewnie będzie to ,,Sycylijczyk”.

      • Ciacho

        Hehehe, nie no, bez jaj, tłumacz do dupy. Ja pamiętam, że Ćwiek w której swojej książce (chyba jakiejś części Chłopców) używał celowo takiego słownictwa u gangsterów i wiele recenzentów się z tego śmiało. Puzo nie wydaje mi się. 😉

        • Oczytany.eu

          Jak dorwę gdzieś inne wydanie, to porównam. Też obstawiam tłumacza,chyba, że Puzo zdziecinniał na stare lata i się wrażliwy zrobił:)

          • Ciacho

            Jesteś z tych, co porównują kilka tłumaczeń, czy tak tylko w tym przypadku?

            PS: A jak Ci się Lehane’a czyta?

          • Oczytany.eu

            Nie porównuje nigdy, tylko mnie bardzo raziło w tej książce i dlatego mam chęć tym razem to zrobić. A co do Lehane’a to jestem w 1/3 i póki co bardzo przyjemna lektura.

          • Ciacho

            Spoko. Pytam, bo znam takich, co im się zdarza to robić. Mi by było szkoda czasu. Jedyne porównanie, jakie zrobiłem, to tekstu Lovecrafta, a dokładnie tomiku „Zew Cthulhu” z wyd. C&T z „Zgrozą w Dunwich” Vesperu, gdzie niezawodny Płaza przetłumaczył książkę rewelacyjnie i całkiem inaczej się ją czytało niż z C&T.
            To dobrze.

          • Oczytany.eu

            Tłumaczenie jednak potrafi zniszczyć książkę. A z wydawnictwem C&T mam akurat miłe wspomnienia, bo pięknie wydali kilka książek Wernica.