Pod Mocnym Aniołem – Jerzy Pilch

Tytuł: Pod Mocnym Aniołem

Autor: Jerzy Pilch

Wydawnictwo: Świat Książki

Liczba stron: 191

Okładka: Miękka

Rok wydania: 2014

ISBN: 978-83-7943-466-4

Jestem wielkim fanem twórczości Wojciecha Smarzowskiego. „Pod Mocnym Aniołem” należy do moich ulubionych filmów w dorobku tego reżysera. A że został on nakręcony na podstawie książki Jerzego Pilcha pod tym samym tytułem, to musiałem tę lekturę koniecznie przeczytać.

Jerzy Pilch urodził się 10 sierpnia 1952 w Wiśle. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Do 1999 był członkiem zespołu redakcyjnego „Tygodnika Powszechnego”, następnie publikował felietony kolejno na łamach „Hustlera”, „Polityki”, „Dziennika” i „Przekroju”. Od lipca 2012 ponownie jest felietonistą „Tygodnika Powszechnego”. W 1998 otrzymał Paszport Polityki, a w 2001 Nagrodę Literacką „Nike” za powieść „Pod Mocnym Aniołem”. Pisarz był także pomysłodawcą Ogólnonarodowego Konkursu na Opowiadanie, który ogłosił na łamach „Polityki” pod koniec 2003. W 2004 otrzymał Nagrodę im. ks. Leopolda Jana Szersznika za całokształt twórczości i promocję Śląska Cieszyńskiego. Jest autorem scenariuszy do dwóch filmów z cyklu „Święta polskie”: „Żółtego szalika” (2000) oraz „Miłości w przejściu podziemnym” (2006). Pisarz jest również autorem scenariusza dwóch odcinków serialu telewizyjnego Bar Atlantic. Od 1977 do 1981 r. był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Życie głównego bohatera, Jurusia, alkoholika, wyznacza przerażająca cykliczność − chroniczne picie, kobiety oraz pobyty na oddziale deliryków. Ich barwne, śmieszne i zarazem straszne historie otwierają przed czytelnikiem świat, nad którym króluje gwiazdozbiór fatalnego Mocnego Anioła. Czy Juruś podejmie próbę wyjścia z nałogu? Czy miłość jest w stanie przezwyciężyć grozę rzeczywistości? Wreszcie czy delirycy, nawet jeśli odpowiedzą twierdząco, naprawdę przestaną pić?

„Pod Mocnym Aniołem” to bardzo trudna w odbiorze książka. W całości jest ona wywodem na temat picia i jego skutków dla alkoholika a także jego otoczenia. I o ile na początku jest to nawet ciekawe, to po kilkudziesięciu stronach czytania w kółko o tym samym, lektura najzwyczajniej w świecie zaczęła mnie nudzić. Mało tego, powieść jest napisana momentami tak radosnym językiem, że zaczynałem się zastanawiać, czy zamiarem autora przypadkiem nie było zachęcanie do alkoholizmu. Zabrakło mi brudu, brutalności i autodestrukcji głównej postaci, którą tak rewelacyjnie w swoim filmie pokazał Smarzowski. W ubiegłym miesiącu czytałem „Złe” Chmielewskiego i tam autor doskonale pokazał jak wygląda świat pijaka. Tutaj było to zbyt delikatne.

„Jak się domyślasz, nie bez uciechy i nie bez satysfakcji opisałem na kilkunastu stronicach dzieje mego pawia: ze smakiem opisałem, jak pawiowałem pieprzówką za Gierka, kartkową wódką za pierwszej “Solidarności”, bimbrem w stanie wojennym, szczegółowo opisałem, jak za Jaruzelskiego głowa moja dyndała w muszli klozetowej, niestety pod koniec eseju wkradła się pewna monotonia tematyczna, a także estetyczna, zarówno za Wałęsy, jak i za Kwaśniewskiego pawiowałem wyłącznie gorzką żołądkową.”

Główny bohater Juruś, czyli alter ego samego pisarza, to wszechwiedzący alkoholik. Zdaje sobie sprawę, zapewne jak większość osób zatraconych w tym nałogu, że robi źle, ale nie jest w stanie zmienić swojego życia. Każde wyjście z oddziału deliryków, zaczyna się od wizyty w tytułowej knajpie i od jednego kieliszka wódki, jako nagrody, co doprowadza do szybkiego powrotu do szpitala. Niestety jego cały czas powtarzane filozoficzne mądrości i tłumaczenia dlaczego pije bardzo irytują, dlatego miłą odmianą były rozdziały, w których opisuje innych alkoholików. To zdecydowanie najlepsze fragmenty książki, szkoda tylko, że było ich tak mało.

„Wstałem i poczułem, że wstrząsa mną straszliwy spazm wewnętrzny i pienisty paw wystąpił ze mnie, i dokumentnie zarzygałem leżącą na biurku szefa mapę pogranicza polsko-rosyjskiego. Szef z osłupieniem patrzył, jak brunatne strużki mego pawia przekraczają Bug, jak z prędkością rozpędzonych tirów przelatują przez przejścia graniczne w Brześciu, Medyce, Terespolu, jak z przemytniczą wprawą idą przez zieloną granicę, jak zatapiają graniczne strażnice i szmuglerskie kryjówki, jak strumieniami wdzierają się na przedmieścia Sokółki, jak zalewają bobrownicki rynek, jak płyną przez Siemiatycze. I organiczny zapach mego pawia rozszedł się po gabinecie, i zdławiony pawiem, smrodem i wstydem mój trup poległ u stóp szefa.”

Muszę przyznać, że miałem ogromne oczekiwania wobec tej książki. Niestety w czasie lektury przeżyłem ogromne rozczarowanie. Zbyt wiele w tej powieści jest filozofii, a zbyt mało prawdziwego życia. Może gdybym wcześniej nie oglądał ekranizacji, to moja ocena byłaby wyższa. Tymczasem „Pod Mocnym Aniołem” jest dla mnie jednym wielkim bełkotem alkoholika. Na pewno nie można odmówić Pilchowi talentu pisarskiego, ale ja takiego pijackiego świata nie kupuję. Zdecydowanie lepiej z tym problemem w mojej ocenie poradzili sobie wspomniany Chmielewski i Marek Hłasko. Książki nie polecam. Film zdecydowanie tak.

Moja ocena: 5/10

Czytaliście „Pod Mocny Aniołem”? Lubicie twórczość Jerzego Pilcha? Zapraszam do komentowania.

 

Please follow and like us:
  • Patrycja Trzcionkowska

    Nie często zdarza się, że film wypada lepiej niż książka. Niestety nie oglądałam ani nie czytałam tego tytułu. Bardziej zachęciłeś mnie do ekranizacji niż powieści 😉

    • Bo kino Smarzowskiego jest zajebiste!!!! Chociaż nie każdy lubi takie filmy, gdzie pełno jest sexu, przekleństw, picia i innych patologii. Rzadko kiedy książka, która jest pierwowzorem jest tyle gorsza od filmu – mi się to zdarzyło już po raz trzeci.

  • Fragment Twojej opinii mówiący o zbyt radosnym podejściu trochę mi przypomina główny problem „Dnia Świra” – powstał jako dramat, a często odbierany jest jako komedia.

    • Tylko że w ,,Dniu Świra” masz pokazaną także dramatyczną część, a tutaj jeden wielki bełkot i filozoficzne przemyślenia.

      • Nie czytałem, więc chwilowo uwierzę na słowo. 🙂 W sumie w „Dniu Świra” jest jeden wielki dramat, tylko że ten dramat jest tak dla nas wszystkich codzienny, że wręcz zabawny.

        • Ale co by nie mówić, to rewelacyjny film.

          • O to to! Swego czasu, czyli gdzieś w okolicach liceum/studiów robiłem sobie seans co najmniej raz w roku. Czasem nawet i dwa razy wychodziło, zależy od tego jak mi się akurat przypomniało i jak mi się udało do tego zebrać. Może do tego wrócę… 🙂

          • Jeden z lepszych filmów ostatnich lat. Generalnie Koterski potrafi coś dobrego nakręcić – Nic śmiesznego bardzo lubię 🙂

  • Jak to się stało, że przegapiłam ten film!? Robert Więckiewicz jest stworzony do tej roli, więc tym bardziej muszę nadrobić to niedopatrzenie.
    Książkę czytałam i absolutnie nie jestem rozczarowana. Ta autoironia. Te kunsztownie zbudowane zdania. I ta prawdziwość. Np. wtedy, gdy jeden z alkoholików nie jest w stanie na głos powiedzieć, że to JA piłem, tylko mówi, że SIĘ piło. To tylko jeden z przykładów. Pozdrawiam 🙂

    • Autoironia może i tak, ale Smarzowski genialnie pokazał w w filmie, jak wygląda życie alkoholika: chlanie, szczania i rzyganie – w książce tego nie ma. W książce jest filozofia.

  • Serio aż taka zła jest ta książka? Przyznam, że chciałem ją kiedyś przeczytać. Ale chyba ograniczę się jedynie do filmu, bo jeszcze nie miałem okazji go obejrzeć.

    • Przeczytaj i sam oceń. Pilcha albo się kocha, albo nie trawi. Ja należę do tej drugiej grupy póki co. Książka mi nie podeszła. Nie po tak rewelacyjnym filmie.

      • Po przeczytaniu Twojej recenzji, a zwłaszcza po tych dwóch cytatach, które zamieściłeś, jestem raczej na nie. Szkoda mi chyba czasu na czytanie o różnego rodzaju pawiach. Zwłaszcza jeśli książka nie niesie ze sobą jakiegoś szczególnego przesłania.

        • Jak czytam opinię na temat tej książki, to niektórzy się nią zachwycają. Być może nie zrozumiałem co autor chciał przekazać.

          • Zdam się jednak na Ciebie i sobie odpuszczę lekturę tej książki. Zbyt wiele ciekawych pozycji na mnie czeka, by ryzykować coś niefajnego 😉

          • Ale pod filmem podpisuję się dwoma ręcami 🙂

  • Ariadna

    … ja czytałam w klasie maturalnej, bo trzeba było znać kilka książek, które otrzymały nagrodę Nike, a ta książka wygrała edycję w 2001 r. … też mnie rozczarowała – ani nie było tam zbyt głębokich przemyśleń, ani autor nie prezentował siebie jako kogoś wyjątkowego, czyją ocenę świata warto znać … pamiętam, że czytając tę książkę w wieku 18 lat zastanowiła mnie sprawa autorytetu – dlaczego tak ważną literacką nagrodę daje się za pijackie wywody? … czyżby stan totalnej nietrzeźwości był aż tak wartościowy, że trzeba go promować? … czy taki autor ma być autorytetem literackim? … kompletnie nie rozumiałam, za co ta nagroda … była to pierwsza i jak na razie jedyna pozycja tego autora, jaką czytałam, ponieważ skutecznie zraziła mnie do tego, co ten człowiek ma do przekazania ludzkości …

    • No to witaj w klubie. Mogę się podpisać pod tym co napisałaś. Talentu Pilchowi jednak nie odmówię, ale ta książka mnie zupełnie nie porwała.

  • Ciacho

    Oglądałem film i widzę, że dobrze zrobiłem, bo książka średniawa. A film świetny. Ja Smarzowskiego filmy też lubię, tylko „Dom zły” mi nie podpasował.

    • Dla mnie Dom zły, to po Weselu najlepszy film Smarzola 🙂 A co do książki, to może byś ją inaczej odebrał. Ja nie potrafiłem się zachwycić.

      • Ciacho

        Mi się już bardziej Drogówka od Domu podobała. Ale może to nie był ‚mój czas’ na oglądanie tego.

        • W Drogówce uwielbiam pierwsza połowę. Potem jak Topa zaczyna rozwiązywać sprawę, jakoś mi tak się mniej podobało.

          • Ciacho

            Takie to się trochę amerykańskie (sensacyjne i podniosłe) zrobiło, nie? Nie na polskie realia. Ale obsada kapitalna, i klimat bardzo dobry.

          • Amerykańskie to dobre określenie. Samotny i jedyny uczciwy glina próbuje oczyścić się z zarzutów 🙂
            Obsada i klimat to cały Smarzowski. Ja go kupuje w całości. Uwielbiam takich reżyserów, którzy nie boją się kontrowersji.

          • Ciacho

            To prawda. Oryginalny jest i to się podoba, dlatego ja od jakiegoś czasu niemal wszystko od niego oglądam. Nie trawię już Vegi z tymi kolejnymi ciulatymi Pitbullami. Mam nadzieję, że Pasikowski swoim PitBullem go wgniecie w ziemię.

          • Dla mnie Vega nakręcił jeden film i te kolejne to praktycznie ten sam film. Jakoś mnie ten Pasikowski nie ciągnie z tym Pitbullem. Nie bardzo wiem po co się za to wziął. Ja go cholernie za Pokłosie szanuję i za Psy.

  • Marcin Mochal

    Według mnie to jest całkiem całkiem dobra książka, powiedziałbym, że lepsza niż film, który z kolei ustawiam na szarym końcu kinowych długich metraży Smarzowskiego. Kto powiedział że w literaturze,czy szerzej – sztuce dotyczącej jakiegokolwiek tematu musi obowiązkowo dominować „prawdziwe życie, brud i autodestrukcja” jeśli temat jest ponury?

    • Ja tak odbieram alkoholizm. Dla mnie nie ma w nim nic radosnego. Miałem styczność w rodzinie z alkoholizmem i dlatego traktuję takie rzeczy w konkretny sposób.

      • Marcin Mochal

        W rzeczywistości oczywiście nie ma, natomiast „Pod mocnym Aniołem” Pilcha nie jest studium rzeczywistości tylko literackim przetworzeniem do czego autor miał prawo, zaś efekt może się podobać lub nie. Pilch traktuje temat dość specyficznie, nawet przytoczone fragmenty zawierają elementy humorystyczne, choć gdyby odrzeć te wydarzenia ze stylistyki autora, to nie ma w nich niczego śmiesznego.

        • Dlatego ja tego efektu nie kupuję. Co innego film – w mojej ocenie do bólu prawdziwy.