Śmierć na Nilu – Agatha Christie

Tytuł: Śmierć na Nilu

Autor: Agatha Christie

Wydawnictwo: Hachette

Liczba stron: 319

Okładka: Twarda

Rok wydania: 2001

ISBN: 83-7184-002-0

„Śmierć na Nilu”, to już szósta powieść Agathy Christie, jaką miałem okazję w ostatnim czasie czytać. Jednak w odróżnieniu od wszystkich poprzednich książek Królowej kryminału, tym razem dość mocno się rozczarowałem.

Agatha Christie (pisała także pod pseudonimem Mary Westmacott) urodziła się 1890 roku. W 1920 roku przyłączyła się do Klubu Detektywów zrzeszającym autorów powieści kryminalnych, a w 1958 roku została jego prezesem. W grudniu 1926 pisarka zaginęła na 11 dni, co wywołało poruszenie w prasie. Do tej pory trudno powiedzieć, czy wynikało to z załamania psychicznego, czy może była to po prostu chwytliwa reklama. W 1971 roku otrzymała Order Imperium Brytyjskiego. Zmarła pięć lat później. Jest najbardziej znaną na świecie pisarką kryminałów oraz najlepiej sprzedająca się autorka wszech czasów. Wydano ponad miliard egzemplarzy jej książek w języku angielskim oraz drugi miliard przetłumaczonych na 45 języków obcych.

Poirot wyjeżdża odpocząć do Egiptu, ale od razu zawodową czujność budzą relacje między trojgiem współuczestników wycieczki. Linnet Ridgeway posiada wszystko: urodę, inteligencję, bogactwo… i męża, którego zwinęła sprzed nosa swojej przyjaciółce Jacqueline. Teraz Jacqueline nie opuszcza jej na krok, pojawiając się wszędzie tam, gdzie udaje się para w podróży poślubnej. Jej obecność zatruwa im każdą chwilę… Linnet z mężem próbują uwolnić się od jej krępującej obecności, w tajemnicy wsiadając na statek podróżujący po Nilu. Ale okazuje się, że Jacqueline już tam jest…

„Śmierć na Nilu” to najgrubsza książka Agathy Christie. Wszystkie poprzednie powieści tej autorki, które miałem do tej pory okazję przeczytać liczyły około dwustu stron. Tymczasem tutaj jest ich o ponad sto więcej i niestety tym razem ilość nie poszła w parze z jakością. Początek lektury jest nudny jak flaki z olejem. Przez mniej więcej jedną trzecią książki można odnieść wrażenie, że nie sięgnęliśmy po kryminał, ale po romansidło. Dodatkowo bardzo duża ilość wątków i postaci sprawiała, że bardzo trudno było mi się połapać, kto jest kim. Dopiero mniej więcej w połowie powieści następuje to, na co każdy czytelnik czeka, czyli morderstwo, po którym następują bardzo szybko kolejne. Oczywiście wtedy do akcji wkracza Herkules Poirot, który krok po kroku doprowadza do odpowiedzi na pytanie kto jest mordercą. Jest to zdecydowanie najciekawszy fragment „Śmierci na Nilu”. Niestety bardzo rozczarowało mnie zakończenie, które z reguły jest najmocniejszą stroną książek Agathy Christie. I chociaż znów dałem się wyprowadzić autorce w pole, to końcówka lektury w mojej ocenie jest bardzo mocno naciągana.

Mnogość bohaterów i związanych z nimi wątków sprawiła, że żadnego z nich nie polubiłem. Odniosłem wrażenie, że gdyby było ich mniej, to zdecydowanie bardziej bym się z nimi zidentyfikował. A tak było mi zupełnie obojętne, kto z nich zginie, albo kto popełnił zbrodnię. Nawet Poirot w „Śmierci na Nilu” jest nerwowy, co jest do niego zupełnie nie podobne. Być może to już przesyt małym Belgiem, ale mocno irytowała mnie także jego zarozumiałość, która w tej powieści sięga zenitu.

„Śmierć na Nilu”, to zdecydowanie najgorsza książka Agathy Christie, jaką do tej pory czytałem. Chociaż zawiera wszystkie elementy za które pokochałem twórczość tej autorki, czyli ograniczoną przestrzeń akcji, zawężone grono potencjalnych morderców a przede wszystkim niezawodnego Herkulesa, to lektura mocno mnie zawiodła. Za długi i zbyt nudny początek i bardzo słabe zakończenie sprawia, że oceniam tę książkę na bardzo naciąganą szóstkę. Mimo to, fani Królowej kryminału powinni być zadowoleni. Ja zrobię sobie małą przerwę od jej twórczości.

Moja ocena: 6/10

Czytaliście „Śmierć na Nilu”? Jaka jest najgorsza książka Agathy Christie, którą czytaliście? Zapraszam do komentowania.

 

Please follow and like us:
  • Już wiem, po co nie sięgać w pierwszej kolejności jeśli chodzi o Christie, dzięki 😉

    • W pierwszej kolejności zdecydowanie Dziesięciu Murzynków.

      • Ja zawsze mam dylemat od czego tak naprawdę zacząć, a u mnie dylematy decyzyjne kończą się dość klasycznie – brakiem decyzji. 😛

        • Zacznij od początku 🙂 Zdecydowanie numerem jeden Agathy jest Dziesięciu Murzynków.

          • Skoro tak mówisz – na pewno dodam do listy, ale wiesz jak to jest… Do listy się dodaje, a czyta się często zupełnie coś innego… 😀

          • No właśnie widzę, że ode mnie czerpiesz spore inspiracje do czytania, ale układasz je na półce: Kiedyś na pewno 😀

          • No cóż, trochę mnie ostatnio recenzenckimi przysypało (znaczy w sumie sam się przysypałem :P), a do tego budżet nieco inaczej ułożyłem niż pod książki, więc zbieram sobie i zbieram. Któregoś razu po prostu kupię hurtem część z książek, a jak już będą na półce to wbrew pozorom w miarę szybko pójdą. 😀

          • No tak to już jest, że nie samymi książkami człowiek żyje. Ja jestem na etapie pompowanie całej kasy w działkę obecnie, co odbija się tym, że dziś 14, a ja jeszcze ani jednej książki nie kupiłem w tym miesiącu!!!!

          • Wiesz, zawsze mógłbyś działkę wyposażyć po prostu w książki i wtedy wilk byłby syty i owca cała. 😉 Wyobraź sobie – altana pełna książek! Co prawda by trzeba było wykminić jakiś myk żeby ich deszcz, wilgoć, skwar i cała reszta niekorzystnych warunków atmosferycznych nie wybiła, no ale…

          • Cholera, super pomysł. Do tego jeszcze wycinać wszystkie drzewka owocowe i robić z nich papier na książki!!!!

  • Przeczytałam większość książek Christie. Poirot to chyba najlepszy detektyw ever :D. A moją ulubioną było Morderstwo w Orient Expressie 😉