Twarz w tłumie – Stephen King, Stewart O’Nan

Tytuł: Twarz w tłumie

Autor: Stephen King, Stewart O’Nan

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 41

Okładka: Ebook

Rok wydania: 2013

ISBN: 978-83-788-507-62

Po przeczytaniu wszystkich książek Stephena Kinga, które zostały wydane w formie papierowej, przyszedł czas na ebooki. Pierwszym z nich jest opowiadanie, którego współautorem jest Stewart O’Nan – „Twarz w tłumie”.

Stephen King (pisze także pod pseudonimem Richard Bachman) urodził się 21 września 1947 w Portland. Jako dziecko był świadkiem nieszczęśliwego wypadku – jeden z jego przyjaciół został potrącony przez pociąg i zmarł. King zanim odniósł sukces, jako pisarz pracował, jako nauczyciel języka angielskiego w szkole. W 1973 roku ogromny sukces literacki odniosła jego pierwsza powieść Carrie”. Od tamtej pory jego książki rozeszły się w nakładzie przekraczającym 350 milionów egzemplarzy, co czyni go jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie. Jest wielokrotnym zdobywcą Nagród Brama Stokera i British Fantasy Award. W 1999 roku został potrącony przez samochód. Jego obrażenia – wielokrotne złamanie biodra, połamane żebra i uszkodzone płuco – unieruchomiły go w szpitalu na prawie trzy tygodnie. King przez ponad dziesięć lat miał problemy z alkoholem i narkotykami. Jego dwaj synowie – Owen King oraz Joe Hill – są również pisarzami.

Stewart O’Nan urodził się 4 lutego 1961 roku w Pittsburghu. Ukończył studia magisterskie z Cornell University. Autor kilkunastu książek. Jego powieść z 2007 roku „Last Night at the Lobster”, była krajowym bestsellerem i finalistą Los Angeles Times Book Prize.

Dean Evers jest starym mężczyzną, bardzo samotnym po śmierci żony, z którą przeżył 46 lat. Pozostała mu jedna pasja: namiętnie ogląda mecze baseballowe w telewizji. Kiedyś był kibicem Red Sox, a po przejściu na emeryturę i osiedleniu się na Florydzie kibicuje także kiepskim Devil Rays. Jednak stara miłość nie rdzewieje. Pewnego dnia, oglądając mecz, Evers widzi na trybunie dentystę, którego znał jako dziecko. Na kolejnym meczu to samo miejsce zajmuje wspólnik Eversa… który nie żyje. Sytuacja się powtarza, zmieniają się jedynie osoby. Przychodzi moment, w którym Evert musi wziąć sprawy w swoje ręce i ustalić, co jest prawdą, a co fałszem albo nawet perfidną prowokacją…

„Twarz w tłumie” to króciutka nowelka licząca sobie zaledwie czterdzieści jeden stron, co spowodowało, że przeczytanie całości zajęło mi zaledwie kilkadziesiąt minut. Początek opowiadania jest bardzo dobry. Spodobał mi się pomysł pojawiania się dawno nieżyjących osób na trybunach stadionu. Od razu zacząłem się zastanawiać, w jakim kierunku pójdzie ta historia. Niestety mniej więcej po jednej trzeciej książki, akcja ewidentnie zwolniła, co niestety wpłynęło na moją końcową ocenę. Na szczęście zakończenie wynagrodziło mi te kilka gorszych stron i muszę przyznać, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie wiem czy za końcówkę odpowiadał Stephen King czy Stewart O’Nan, ale obstawiam tego drugiego, bo jak wiadomo Królowi zakończenia średnio wychodzą. A tutaj jest to zdecydowanie najlepsza część całej noweli.

Trzeba oddać autorom, że bardzo dobrze zarysowali wszystkie postacie w książce, a w szczególności głównego bohatera. Dean od pierwszej strony wzbudził moją sympatię. Jego komentarze do wydarzeń oglądanych przez niego w telewizji kilka razy sprawiły, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.

„Twarz w tłumie” to naprawdę dobre opowiadanie, które powinno zadowolić wszystkich wielbicieli Kinga. Warto zapoznać się z tą lekturą, tym bardziej, że przeczytanie jej nie zajmie nam zbyt wiele czasu. Dla mnie była to bardzo miła odskocznia od ostatnio czytanych książek, które były niełatwe w odbiorze. Polecam.

Moja ocena: 6/10

Czytaliście „Twarz w tłumie”? Co sądzicie o wydawaniu książek wyłącznie w formie ebooka? Zapraszam do komentowania.

 

Please follow and like us:
  • Nie czytałam, ale po Twoim wpisie wydaje się przyjemna i luźna w odbiorze :). Nie wiem czy przełamię się kiedyś żeby zacząć czytać ebooki. Książki papierowe tak ładnie prezentują się na półce a i czytanie jest dużo fajniejsze. Nie chciałabym żeby to zanikło.

    • Jestem tego samego zdania, że papier rządzi. Ale obawiam się, że coraz więcej lektur będzie wydawanych jako ebook. A co do lektury, to to tak jak napisałaś miła, lekka i przyjemna nowelka.

  • Pojedyncze opowiadania bywają kłopotliwe w wydawaniu ich na papierze – żeby to miało jakikolwiek sens często trzeba sklejać to z innymi utworami albo kombinować z marginesami/wielkością fontu. A ebooka wydasz bez problemu. W takim więc przypadku wcale mnie nie dziwi wydanie jedynie ebooka – trochę za to marudzę jeśli się trafią pełne powieści niewydane na papierze. Najczęściej jednak są to przypadki mało znanych autorów lub wręcz debiutantów, dla których jest to tańszy sposób wydania. I to najczęściej własnym sumptem…

    • No właśnie mam taką sytuację z Chmielewskim, tym co napisał Złe. Wydał ebook i tylko ebook. Dlatego właśnie myślę o czytniku, bo podejrzewam, że będzie coraz więcej lektur wydanych wyłącznie w tej formie.

      • Tobie jako wielkiemu fanowi klasyki na pewno mogą się przydać utwory uwolniony z praw autorskich. W formie e-booków jest ich od groma (Dante, Baczyński, Joseph Conrad, Czechow, Doyle, Mickiewicz, Rodziewiczówna, Skłodowska-Curie, Nietzsche i tak dalej) – wszystko to w pełni legalnie obrobione do formy e-booka we wszystkich formatach. Wydania papierowe są puszczane jedynie przez wydawnictwa i trzeba za nie – z oczywistych względów – wyłożyć pieniądze. I nie wyłożyć ze względu na prawa autorskie, ale po prostu na koszty poniesione przez wydawnictwa, w końcu nie są instytucjami charytatywnymi. A koszt obronienia e-booka jest o wiele niższy, dzięki czemu utwory z domeny publicznej mogą być szybko skrojone i udostępnione całkowicie za darmo i w pełni legalnie. 🙂

  • Brzmi całkiem fajnie i zachęcająco 🙂 Zwłaszcza, że to tylko 40 stron, więc myślę, że kiedyś przeczytam, np. w jakieś deszczowe, ponure popołudnie 😉

    • Czytaj śmiało, tym bardziej, że Król jest tylko jeden 😀

  • Ciacho

    Jeszcze nie czytałem, ale na pewno nadrobię w tym roku. Może znowu tak samo jak ostatnio „W wysokiej trawie” z okazji dnia Kinga. 🙂 I spodziewam się wrażen podobnych.

    • Ja się pewnie za W wysokiej trawie zabiorę niedługo.

  • O, jak króciutkie to idealnie nadaje się na „dzień Kinga”. 😉

    • Idealnie, tylko ja nie z tych, co lubią zwlekać z Kingiem 🙂

      • Dla mnie King jest neutralny. Ani to lubię, ani nie lubię. 😉

        • No cóż. Cytując Kazika: Jeden lubi jak mu skrzypki grają, drugi jak mu buty śmierdzą 🙂

  • O rany, wszystkie papierowe już za Tobą?? CHylę czoła 🙂

  • Pingback: W wysokiej trawie – Stephen King, Joe Hill()