Więzienny prawnik – John Grisham

Tytuł: Więzienny prawnik

Autor: John Grisham

Wydawnictwo: Albatros

Liczba stron: 396

Okładka: Twarda

Rok wydania: 2017

ISBN: 978-83-7985-972-6

Po mało wciągającym „Kliencie”, niespecjalnie ciągnęło mnie do czytania kolejnych książek Grishama. Jednak po kilu miesiącach poczułem ochotę na sięgnięcie po kolejną pozycję z jego dorobku. Mój wybór padł na „Więziennego prawnika” i był to bardzo dobra decyzja.

John Grisham urodził się 8 lutego 1955 roku w Stanach Zjednoczonych. W 1977 roku studiując na Stanowym Uniwersytecie Missisipi zdobył licencjat z rachunkowości. W 1981 roku uzyskał z kolei dyplom studiów prawniczych. Następnie otworzył kancelarię prawną, praktykując jednocześnie prawo cywilne i kryminalne. W 1983 roku został wybrany do parlamentu stanu Missisipi. Pewnego dnia przysłuchując się rozprawie o gwałt młodej kobiety, wpadł na pomysł napisania książki. Przez trzy lata, zbierał materiały i pisał w wolnych chwilach, aż do 1987 roku. Jednak ukończonej powieści „Czas zabijania” nikt nie chciał opublikować. Dopiero w czerwcu 1988 roku wydawnictwo Wynwood wydało ją w nakładzie 5 tysięcy egzemplarzy. Książka mimo dobrych recenzji, sprzedawała się niezbyt dobrze. Jego następna powieść „Firma”, ukończona w 1988 roku, stała się hitem, jeszcze przed wydaniem, a to za sprawą wytwórni Paramount Pictures, która zakupiła w rok przed jej wydaniem prawa do ekranizacji. W 1991 roku autor zrezygnował ze stanowiska w parlamencie stanowym i zajął się wyłącznie pisaniem. Kilka lat później wrócił jednak na salę sądową, żeby wygrać dla klienta sprawę oraz wysokie odszkodowanie. Jego książki zostały przetłumaczone na 29 języków i sprzedane w nakładzie przekraczającym 60 milionów egzemplarzy na całym świecie. Jest jednym z trzech autorów, którzy sprzedali 2 miliony egzemplarzy pierwszego wydania (poza nim J.K. Rowling i Tom Clancy).  Na podstawie jego prozy zrealizowano wiele produkcji kinowych i telewizyjnych.

Malcolm Bannister odsiaduje wyrok dziesięciu lat za przestępstwo, w które został wplątany. Po wyczerpaniu wszelkich możliwości apelacji zabija czas, udzielając porad prawnych osadzonym, i marzy o opuszczeniu murów zakładu karnego. Szansa na to nadchodzi niespodziewanie, gdy okazuje się, ze jeden ze współwięźniów zna sprawcę i motyw zamordowania sędziego federalnego. A Malcolm ma pomysł, jak te wiedzę wykorzystać. Nie tylko do uzyskania wolności, lecz także do zemsty na ludziach, którzy zrujnowali mu życie.

„Więzienny prawnik” to książka, którą czyta się naprawdę dobrze. Od pierwszej strony zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń i do samego końca tempo akcji praktycznie nie zwalnia. Zdecydowanie najmocniejszą stroną tej lektury jest jej początkowa część, w której to główny bohater stara się uzyskać przedterminowe zwolnienie z więzienia. Mniej więcej w połowie powieści następuje fragment, kiedy to czytelnik może odnieść wrażenie, że przysnął w czasie czytania lub egzemplarz jego książki nie ma wydrukowanych kilku stron. Nie trzeba się jednak tym przejmować, tylko czytać dalej, ponieważ wszystko na końcu układa się w logiczną całość. Samo zakończenie, chociaż trochę zbyt przewidywalne, jest napisane bardzo dobrze i w pełni trzyma poziom całości.

Głównego bohatera nie daje się nie lubić. Od razu wzbudził on moją sympatię i cały czas trzymałem kciuki za powodzenie jego działań. Malcolm jest bardzo inteligentnym byłym prawnikiem, który przez kilka lat pobytu za kratkami doskonale obmyślał plan zemsty, której nie powstydziłby się sam Edmund Dantes, czyli tytułowy Hrabia Monte Christo. Jedyne, do czego można się przyczepić to tylko to, że bohaterowi cały czas dopisuje szczęście i praktycznie od początku do końca wszystko idzie mu zgodnie z planem. Kilka jego niepowodzeń ewidentnie podniosłoby poziom napięcia w tej książce.

„Więzienny prawnik” to jedna z lepszych powieści Grishama jakie czytałem. Wprawdzie do „Czasu zabijania” jest jej daleko, ale mimo to jest to kawał dobrej lektury. Autor świetnie opisuje zawiłości amerykańskiego systemu prawniczego, w taki sposób, że jest to zrozumiałe dla zwykłego czytelnika. Z drugiej strony podważa sens istnienia niektórych paragrafów, które pozwalają wyjść na wolność przestępcy, tylko dlatego, że wskazał sprawcę innej zbrodni. Polecam tę książkę wszystkim miłośnikom twórczości Grishama, a także tym czytelnikom, którzy szukają dobrego thrillera prawniczego.

Moja ocena: 7/10

Czytaliście „Więziennego prawnika”? Lubicie thrillery prawnicze? Zapraszam do komentowania?

 

Please follow and like us:
  • Pamiętam, że miałem bardzo pozytywne odczucia po lekturze „Więziennego prawnika”. Tak jak napisałeś – do „Czasu zabijania” mu wiele brakuje, kilka innych pozycji tego autora również cenię sobie wyżej, ale „Więzienny prawnik” to bardzo interesująca lektura 🙂 Mam nadzieję, że niezbyt dobre wrażenie po „Kliencie” zatarło się mocno i w niedługim czasie sięgniesz po kolejne grishamy… 😉

    • I tak bym sięgnął, bo w końcu po coś tę kolekcję kupuję. Ale faktycznie, Klient poszedł w zapomnienie i niebawem na warsztat pójdzie pewnie kolejna książka Grishama.

      • Zawsze mógłbyś tą kolekcją przyozdobić sobie półkę, gdyby przestały Ci się podobać książki Grishama 😉 Bo, jak widzę, ładnie wydana jest ta seria 😉

        • Wydanie jest naprawdę eleganckie i tworzy razem fajną całość. No jakoś nie jestem z tych, co kupują książki tylko po to, żeby mieszkanie wyglądało bardziej inteligentniej :DDDD

          • Ha! Znam takich, którzy kupują, bo ładnie wyglądają… Minusem jest to, że prawie w ogóle nie czytają. Plusem zaś to, że mogę od nich czasem coś fajnego pożyczyć 😛

          • Szaleństwo 🙂 No ale jak masz możliwość pożyczki, to w sumie jedyny plus.

  • Patrycja Trzcionkowska

    Mam w domu jedną Jego książkę i nawet nie jestem w stanie w tej chwili Ci powiedzieć jaki to tytuł. Dużo słyszałam o autorze, ale jeszcze Jego twórczości nie poznałam, jeszcze przede mną, ale ogólnie dużo ludzi pozytywnie wypowiada się o Jego książkach 🙂

    • Grisham jest naprawdę dobry. Szczególnie polecam Ci jego ,,Czas zabijania” – może widziałaś film? Zajebista książka.

      • Patrycja Trzcionkowska

        Kurde nie widziałam, ale coś czuję, że dzisiaj wieczorem go poznam :D. Aa właśnie sprawdziłam i mam Jego książkę „Raport pelikana”.

        • Też niezła książka. Na blogu mam opinię. Trochę ciężkawa momentami, ale dobra.