Winnetou – Karol May

Tytuł: Winnetou

Autor: Karol May

Wydawnictwo: Papirus

Liczba stron: 599

Okładka: Twarda

ISBN: 83-86017-00-7

Magiczny świat Dzikiego Zachodu. Kowboje, Indianie, poszukiwacze złota i traperzy. Najbardziej znanym autorem książek o tej tematyce jest Karol May, a jego najbardziej znaną powieścią jest „Winnetou”. Jest to absolutna klasyka literatury przygodowej, a dla mnie przez długie lata najważniejsza i najukochańsza książka.

Jako młody chłopak bardzo długo broniłem się przed przeczytaniem tej powieści, pomimo zachęceń ze strony mojego taty. Jak tu czytać książkę, która ma kilkaset stron, a jej format jest większy od niejednego albumu? I wtedy tata zastosował pewien podstęp. Powiedział żebym przeczytał tylko pierwszą stronę, a jak mi się nie spodoba, to nie muszę jej dalej czytać. Zgodziłem się.

Czy wiesz, Szanowny Czytelniku, co to jest greenhorn, określenie wysoce złośliwe i uchybiające? Green to „zielony”, a horn – „róg, rożek”. Greenhorn to „zielony”, a więc niedojrzały, niedoświadczony człowiek, który musi ostrożnie wysuwać naprzód różki, jeśli się nie chce narazić na niebezpieczeństwo kpin, słowem – żółtodziób. Greenhorn to człowiek, który nie wstaje z krzesła, gdy chce na nim usiąść lady, i pozdrawia pana domu, zanim się ukłoni paniom. Przy nabijaniu strzelby, greenhorn wsuwa odwrotnie nabój do lufy albo wpycha najpierw pakuły, potem kulę, a dopiero na końcu proch. Greenhorn albo wcale nie mówi po angielsku, albo bardzo czysto i wyszukanie, a okropnością jest dlań angielski język jankesów lub żargon myśliwski, który żadną miarą nie chce mu wleźć do głowy, a tym bardziej przejść przez gardło. Greenhorn uważa szopa za oposa, a średnio ładną Mulatkę za kwarteronkę. Greenhorn pali papierosy, a brzydzi się Anglikiem żują- cym tytoń. Greenhorn, otrzymawszy policzek od Paddy’ego, leci ze skargą do sędziego pokoju, zamiast, jak prawdziwy jankes, ukarać napastnika na miejscu. Greenhorn bierze ślady dzikiego indyka za trop niedźwiedzi, a lekki sportowy jacht za parowiec z rzeki Missisipi. Greenhorn wstydzi się położyć swoje brudne buty na kolanach towarzysza podróży, a gdy pije rosół, to nie chlipie jak konający bawół. Greenhorn wlecze z sobą na prerię gąbkę do mycia wielkości dyni i dziesięć funtów mydła, zabiera w dodatku kompas, który już na trzeci dzień wskazuje wszystkie możliwe kierunki z wyjątkiem północy. Greenhorn zapisuje sobie osiemset indiańskich wyrazów, a spotkawszy się z pierwszym czerwonoskórym, przekonuje się, że zapiski te wysłał w ostatniej kopercie do domu, a list schował do kieszeni. Greenhorn kupuje proch, a kiedy ma wystrzelić, spostrzega, że sprzedano mu mielony węgiel. Greenhorn uczył się przez dziesięć lat astronomii, ale choćby równie długo patrzył w niebo, nie poznałby, która godzina. Greenhorn wtyka nóż za pas w ten sposób, że kaleczy się w udo, gdy się pochyli. Greenhorn roznieca na Dzikim Zachodzie tak duże ognisko, że płomień bucha na wysokość drzewa, a gdy go Indianie zauważą, dziwi się, że mogli go znaleźć. Greenhorn to właśnie greenhorn. Ja sam byłem greenhornem.

I stało się. Powieść mnie całkowicie wciągnęła. Pomimo dużego formatu książki, kolejne strony pochłaniałem jedną za drugą.

Karol May urodził się w 1842 roku. Powieściopisarz niemiecki, znany głównie z powieści przygodowych o Dzikim Zachodzie. Jest jednym z najpopularniejszych i pierwszy pod względem liczby sprzedanych egzemplarzy pisarzy w historii literatury niemieckiej. Zmarł w 1912 roku. Był ulubionym autorem Adolfa Hitlera.

Głównymi bohaterami książki są Winnetou młody szlachetny wódz indiańskiego plemienia Apaczów i jego biały przyjaciel Old Shatterhand – alter ego pisarza. Młodzi wojownicy pomimo początkowych nieporozumień zawierają braterstwo krwi, poprzez które zgodnie z indiańskimi wierzeniami ich dusze wchodzą w siebie nawzajem i tworzą jedną jedyną. Niezwykła przyjaźń sprawdza się podczas licznych przygód, jakie przeżywają stając oko w oko z niebezpiecznymi plemionami Indian czy stawiając czoła groźnym przestępcom przybywającym na Dzikim Zachodzie.

Książka „Winnetou” jest napisana bardzo prostym językiem, co niewątpliwie jest dużym ułatwieniem dla młodych czytelników. Wszystkie postacie przedstawione przez Karola Maya są czarno-białe. Główni bohaterowie powieści to postacie idealne niczym Jan Skrzetuski w „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza. Są najsilniejsi, strzelają jak nikt inny i mają najlepsze konie na całym Dzikim Zachodzie. Kierują się honorem, zawsze pomagają słabszym i ogólnie nie mają żadnych wad. Podobnie postępują pozytywne postacie drugiego planu. Czy to Apacze, czy biali przyjaciele głównych bohaterów, wszyscy oni postępują wręcz po chrześcijańsku. Natomiast czarne charaktery to osoby bezwzględne, zachłanne na pieniądze i złoto, często alkoholicy i mordercy.

Dziś widzę wiele wad tej książki, ale gdy czytałem ją w wieku kilkunastu lat byłem nią zachwycony i marzyłem o tym, żeby przeżywać przygody razem z Old Shatterhandem i wodzem Apaczów. I nie ważne, że książka ma błędy merytoryczne (autor zanim napisał „Winnetou” nigdy nie był w Ameryce) i że Old Shatterhand przez dwie strony planuje w myślach swoje działania, a po spojrzeniu na Apacza wie, że tamten myśli dokładnie to samo. To wszystko nie ma znaczenia.

„Winnetou” to pierwsza książka w moim życiu przy czytaniu, której się popłakałem. Uważam, że każdy młody chłopak powinien ją przeczytać. Na pewno za kilka lat, zaproponuję jej lekturę mojemu synowi. A jak nie będzie chciał, to powiem żeby przeczytał tylko pierwszą stronę…

Moja ocena: 9/10

Czytaliście „Winnetou”? Lubicie książki o Dzikim Zachodzie? Zapraszam do komentowania.

 

 

 

Please follow and like us:
  • Ciacho

    Nie czytałem, ale film, a i owszem. Zresztą kto z normalnym dzieciństwem nie przeżywał przygód na dzikich zachodzie? To tak typowe jak zabawy lego czy dinozaurami albo filmy karate. Książek w zasadzie nic nie poczytałem, bo nie czytam od najmłodszych lat. Tylko „Mroczną Wieżę”, w której jest mocno wypuklony western i postać rewolwerowca, ale to bardziej miszmasz gatunkowy, bo to western+fantasy+sf+przygodówka i pewnie coś jeszcze by się dołożyło. W każdym razie bardzo polecam, tym bardziej że niedługo w kinach. Ale pod warunkiem, że lubisz fantastykę. 😉 A Maya przeczytam kiedyś na pewno, jakieś tam cienkie książki z westernem mamy na półce, które kiedyś z antykwariatu przygarnąłem. „Winnetou” nie mam, ale to klasyka, a ja lubię klasyki, więc mnie to nie ominie. Ogólnie to myślę sobie, że jak przyjdzie mi faza na western to łyknę kilka pozycji.

    • Oczytany.eu

      ,,Mroczną wieżę” przeczytałem, tak jak wszystkie inne książki Kinga. Ale akurat ja nie należę do wielkich fanów MW. Za to do dziś bardzo lubię oglądać stare westerny. Od dzieciaka pasjonował mnie świat Dzikiego Zachodu. A co do książek May, to jak masz jakieś cienkie książki, to sobie daruj bo są marne i się tylko zrazisz do niego. Oprócz ,,Winnetou” warte uwagi są jeszcze: ,,Old Shatterhand”, ,,Skarb w Srebrnym jeziorze”, ,,Syn łowcy niedźwiedzi” i ,,Upiór z Llano Estacado”. Ale powiem Ci, że chyba za stary chłop już jesteś na May i może Cię już nie oczarować. Ale skoro nie czytałeś, to warto nadrobić zaległości.

      • Ciacho

        Wszystkie Kingi przeczytałeś od A do Z? Serio? Mi się MW bardzo podoba, ale więcej luk się dopatrzyłem przy drugim czytaniu i wiem, że jest to fantasy dalekie od ideału. Nie może się równać pod względem spójności i logiki z dziełami Sandersona, Abercrombiego, Williamsa, Eriksona i innych. Ale co tam. Kreacja świata i bohaterów + historia nadrabiają. 🙂 Nie mam jednak żadnej, zerknąłem wczoraj w domu, mam coś od Branda i 3 innych autorów, których nie pamiętam.

        • Oczytany.eu

          Posiadam i przeczytałem wszystkie książki Kinga 🙂 Z MW najbardziej podobała mi się część ,,Wilki z Calla”

          • Ciacho

            No to ładnie. Fan Kinga jak się patrzy. Mi zostały jakoś 5-6 pozycji. Myślę, że w tym roku wszystko wykoczę. A z MW też mi się „Wilki” najbardziej podobały po pierwszym czytaniu. Przy drugim stawiam na równi z „Czarnoksiężnikiem”. Serio? Ale to jest te wydanie, co Ty masz?

          • Oczytany.eu

            Oj, nie:) Moja książka liczy sobie naście lat. A seria to masz link: https://karolmay-kolekcja.pl/#details A co do Kinga – to jest mój ulubiony pisarz 🙂

          • Ciacho

            SPoko. Ale to nie dla mnie. Ja jak już to kupię właśnie „Winnetou” w tym wydaniu, co Ty masz, a potem się pomyśli, co dalej.
            King mistrz jest i basta. 😉 Fajnie, że ta kolekcja powstała, bo twarda okładka i cena zachęca, ale większość mam już w miękkich, więc raczej za wiele nie wezmę. Na pewno Wielki marsz.

          • Oczytany.eu

            Ja mam wszystkie książki, dlatego wymieniam sobie te pozycje, które kupowałem w kieszonkowych wydaniach. A co do tego wydania, to w moje ocenie jest to najpiękniejsze wydanie ,,Winnetou” i co najważniejsze w jednym tomie.
            P.S. Jeśli będzie kupował, to polecam Ci jeszcze do kompletu ,,Old Surehanda” w tym samym wydaniu. https://uploads.disquscdn.com/images/6266dd4636c3a3e41269a149cc9f4601677f47f5c5db7a52ee6b28ea8ff06267.jpg

          • Ciacho

            Ja nawet te pokety nie wymienię, bo pamiętam jak swego czasu natrudziłem się ze skompletowaniem Gry Geralta i Dolores w tym samym wydaniu, bo te pokety tam się różniły.

            Dzięki. Będę miał na uwadze.

          • Oczytany.eu

            Dlatego jak napisałem we wpisie o Kingu – kolekcja jest bardziej dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z Królem.
            A co do ,,Winnetou” i ,,Old Surehanda”, to widzę, że obecnie na allegro można je kupić za kilka złotych, gdzie ja kilka lat temu ładnych kilkadziesiąt złotych płaciłem.

          • Ciacho

            No ja znam kilka osób, które wymieniają wszystkie miękkie na twarde albo po prostu dublują i kupują. 🙂
            Spoko, ale to nie jest dla mnie priorytet, więc na razie odpuszczam. Przyjdzie chęć na western to na pewno kupię. 😉

          • Oczytany.eu

            Widziałem na stephenking.pl, że psychopaci mają wszystkie tytuły, we wszystkich możliwych wydaniach. To dla mnie chore jest.

          • Ciacho

            Pasjonaci i fanatycy. 🙂

          • Oczytany.eu

            Ja rozumiem mieć dwa wydania w tym jedno jakieś wybitnie kolekcjonerskie. Ale kupować 5 wydań, które są dostępne w co drugim sklepie? Wywalanie kasy.

          • Ciacho

            Hehehe, no to jest fanatyzm pełną gębą. Ale to są fani, którzy chłoną każdy news i czytaliby nawet, gdyby książki Kinga był wydawane na papierze do dupy. 😀 Ja ich część znam, spoko ludzie, świadomi, że dziwnie odbierani, ale szczęśliwi i normalni. Każdy ma swoją pasję, lepiej 5 różnych wydań książki niż wódki. 😉

          • Oczytany.eu

            Ja tam wolę wódkę w tym wypadku:)

          • Ciacho

            A ja nie cierpię. Piwo, brandy, whisky. Niekoniecznie w tej kolejności. 😀

          • Oczytany.eu

            Ślązak musi lubić piwo 🙂 A wracając do takiego zbierania, to ja się już pomału nie mieszczę z pojedynczymi książkami, a co mówić, jakbym miał kilka wydań.

          • Ciacho

            Hehe, czy ja wiem. Chyba bez znaczenia. Gorzej jakby krupnioka nie lubił niż piwa. 😉
            Ja też się przymierzam w tym roku do zakupu nowego regału, taki 2m wysx1,4 szer. I będzie gitara. A poza tym to widzę, że gadulstwo masz we krwi. 😀

          • Oczytany.eu

            Ja też muszę w tym roku wygospodarować dodatkową przestrzeń, bo i tak już część książek leży schowana w szafkach, a tego nienawidzę, bo uwielbiam eksponować swoją biblioteczkę. A co do gadulstwa, to taka moja cecha od urodzenia. Dlatego powstał ten blog, żeby poznać i pogadać z innymi pasjonatami książek.

          • Ciacho

            To tak, jak u mnie.

  • Pingback: Przygody Tomka Sawyera – Mark Twain()