Zabójstwo Rogera Ackroyda – Agatha Christie

Tytuł: Zabójstwo Rogera Ackroyda

Autor: Agatha Christie

Wydawnictwo: Hachette

Liczba stron: 277

Okładka: Twarda

Rok wydania: 2001

ISBN: 83-7184-074-8

Z powodu „Zabójstwa Rogera Ackroyda” Agatha Christie została wykluczona z Klubu Detektywów, ponieważ zakończenie powieści było sprzeczne z ówczesnymi kanonami literatury kryminalnej. Czy może być lepsza zachęta do przeczytania tej książki?

Agatha Christie (pisała także pod pseudonimem Mary Westmacott) urodziła się 1890 roku. W 1920 roku przyłączyła się do Klubu Detektywów zrzeszającym autorów powieści kryminalnych, a w 1958 roku została jego prezesem. W grudniu 1926 pisarka zaginęła na 11 dni, co wywołało poruszenie w prasie. Do tej pory trudno powiedzieć, czy wynikało to z załamania psychicznego, czy może była to po prostu chwytliwa reklama. W 1971 roku otrzymała Order Imperium Brytyjskiego. Zmarła pięć lat później. Jest najbardziej znaną na świecie pisarką kryminałów oraz najlepiej sprzedająca się autorka wszech czasów. Wydano ponad miliard egzemplarzy jej książek w języku angielskim oraz drugi miliard przetłumaczonych na 45 języków obcych.

W sprawie śmierci Rogera Ackroyda pewne było tylko to, że został zadźgany nożem około godziny dziewiątej wieczorem i że z gabinetu, w którym go zamordowano, nie zginęło nic cennego. Pozostałe okoliczności są wyjątkowo trudne do odtworzenia, policja nie jest w stanie ustalić przekonującego motywu zbrodni, a co za tym idzie wytypować podejrzanych. Poproszony o pomoc Herkules Poirot szybko się orientuje, że każda z przesłuchiwanych osób coś ukrywa i że nikt nie mówi pełnej prawdy. Wie, że przed nim jedna z najtrudniejszych zagadek, prawdziwa łamigłówka, w której niemal każde rozwiązanie jest możliwe, lecz tylko jedno poprawne.

Z początku książka bardzo przypominała mi inną powieść tej autorki, a mianowicie „Morderstwo w Boże Narodzenie”. Znów mamy niezbyt lubianego milionera, który niebawem zostaje zamordowany przez nieznanego sprawcę za pomocą noża, a pierwsze podejrzenia padają na najbliższą rodzinę i domowników. We wszystkich przeczytanych przeze mnie do tej pory książkach Agathy, akcja działa się w zamkniętych pomieszczeniach, a grono potencjalnych morderców było zawsze zawężone do kilku osób. Tym razem krąg podejrzanych rozszerza się wraz z upływem lektury, a intryga wielokrotnie przenosi się poza budynek, w którym dokonano zbrodni.

Standardowo najmocniejszym elementem powieści autorki „Dziesięciu Murzynków” jest jej zakończenie. Nie inaczej jest i tym razem. W połowie „Zabójstwa Rogera Ackroyda” Poirot wspomina, że rozwiązanie zagadki może być bardzo zaskakujące. Od tego momentu zacząłem, jako potencjalnego mordercę obstawiać pewną osobę. Jeszcze na kilka stron przed końcem książki moje przypuszczenia się potwierdzały. Końcówkę czytałem z mocniej bijącym sercem, bo byłem przekonany, że po raz pierwszy jestem tak zdolnym detektywem jak mały Belg. I wtedy niewielki wzrostem, ale wielki rozumem Poirot wyłożył wszystkie karty na stół i okazało się, że za zbrodnię odpowiada ktoś, o kim nawet przez ułamek sekundy nie pomyślałem. Ponownie zostałem wyprowadzony w pole przez Królową Kryminałów, ale ze to właśnie uwielbiam tę autorkę, że ostatnie strony jej utworów czytam z opadniętą szczęką.

„Zabójstwa Rogera Ackroyda” to moje trzecie spotkanie z detektywem Poirot i muszę przyznać, że mam coraz większą słabość do tej postaci. Piórko, kawałek materiału, przesunięty fotel – każdy nawet najdrobniejszy szczegół nie umyka jego spostrzegawczości, a jego szare komórki w kilka chwil dopasowują wszystkie elementy układanki do siebie. Z ogromną przyjemnością śledziłem jego niekonwencjonalne metody śledcze, a jego specyficzny charakter sprawia, że małego Belga nie daje się nie lubić. Tym razem detektyw miał wsparcie w osobie doktora Jamesa Shepparda, który na równi z nim prowadził dochodzenie. Niestety, chociaż ze wszystkich sił starał się on dorównać panu Herkulesowi, to zawsze był, co najmniej jeden krok za nim.

Jak to zwykle bywa w powieściach Agathy Christie, wszyscy podejrzani mają coś na sumieniu. Każdy skrywa jakąś tajemnicę, każdy z nich ma jakieś grzechy, o których nie chce mówić. Dopiero wraz z postępowaniem śledztwa, dzięki przenikliwości Poirota prawda wychodzi na jaw i to, co do niedawna było tajemnicą, teraz staje się jednym z kluczy do rozwiązania zagadki morderstwa.

„Zabójstwo Rogera Ackroyda” to bardzo dobra książka i słusznie znalazła na piątym miejscu na liście 100 najlepszych powieści kryminalnych według Stowarzyszenie Pisarzy Literatury Kryminalnej. Każdy szanujący się miłośnik tego gatunku literackiego powinien przeczytać tę lekturę, ale także na pewno spodoba się ona osobom, które lubią być zaskakiwane zakończeniem książki, bo Agatha Christie potrafi zadziwiać czytelnika, jak żadna inna autorka.

Moja ocena: 8/10

Czytaliście „Zabójstwo Rogera Ackroyda”? Jaka jest Wasza ulubiona książka Agathy Christie? Zapraszam do komentowania.

 

Please follow and like us:
  • Dzięki za polecenie 🙂 Wczoraj wieczorem skończyłem „Morderstwo w Orient Expressie” i zastanawiałem się jaką następną książkę Christie przeczytać w niedalekiej przyszłości. I oto mam odpowiedź 🙂

    • Najlepszą książką Agathy jest Dziesięciu Murzynków.

      • Ok, w takim razie o niej pomyślę jako pierwszej, gdy znów przyjdzie mi ochota na spotkanie z twórczością Christie 🙂

        • Czytaj śmiało. A jak Ci się Express podobał?

          • Całkiem, całkiem 🙂 Urzekł mnie ten staroświecki język i niesamowita dedukcja Poirota. Książka nie wciągnęła mnie na tyle, bym z wyczekiwaniem wypatrywał na pozostałe części cyklu przygód detektywa Poirota, ale to kawał dobrego kryminału 🙂 Recenzja w najbliższych dniach 🙂

          • To podyskutujemy jak napiszesz na swoim blogu 🙂

  • Ja ostatnio przeczytałam z pięć książek autorki i na razie robię sobie przerwę 🙂 Co za dużo, to nie zdrowo.

    • Dlatego ja czytam średnio jedną książkę Agathy na miesiąc 🙂

  • I to jest kolejny dowód na to, że powinnam nadrobić lekturę książek Christie w tym roku 😀

    • Hehe. Coś w tym jest. Naprawdę warto poczytać Agathę 🙂

  • mieszkajaca.miedzy.literami

    Aż wstyd się przyznać, że nie znam jeszcze żadnej książki tej autorki, ale z drugiej strony patrząc od niedawna zaczęłam sięgać po ten gatunek książek 😉

    Pozdrawiam,
    https://mieszkajaca-miedzy-literami.blogspot.com/

    • Faktycznie wstyd, ale jak Cię to pocieszy, to ją się nie wstydzę od poprzednich wakacji 🙂

  • A ja się właśnie zastanawiałem czy zacząć od klasyki jej twórczości – jak na przykład „Morderstwo w Orient Expressie”. Pierwszy akapit jednak chyba rozwiązuje problem wyboru. 😀

    Swoją drogą zasmucę Cię – luty chyba mi w całości zejdzie pod znakiem fantastyki, a wspominałeś, że tego nie ścierpisz. 😛 Ale pocieszenie, dzisiaj wjeżdża King. 😉

    • No to zbyt wiele nie poczytam na Twoim blogu 🙂 Ale King mi to wynagrodzi 😀
      A co do Agathy, to wszystkie cztery książki, które są na moim blogu śmiało polecam 🙂

      • To wiem, czytałem chyba wszystkie opinie – bo ja jak zwykle czytam, ale się mało udzielam. 😀

        A King może Ci niekoniecznie wynagrodzić, bo już dawno nie miałem niezbyt pochlebnej opinii o Kingu. Ale z tego co widziałem, akurat ta pozycja przez wielu uznawana jest za słabszą chwilę w jego karierze, choć niewątpliwie zbudowana na bardzo solidnych fundamentach.