Zrobiłbym coś złego – Michał Jan Chmielewski

Tytuł: Zrobiłbym coś złego

Autor: Michał Jan Chmielewski

Wydawnictwo: Heraclon

Liczba stron: 104

Okładka: Ebook

Rok wydania: 2014

ISBN: 978-83-7927-267-9

„Złe” Michała Jana Chmielewskiego, to jedna z najlepszych książek, jakie czytałem w ostatnim czasie. Dlatego z wielkimi nadziejami sięgnąłem po kolejną powieść tego autora i ponownie nie zawiodłem się. 

Michał Jan Chmielewski urodził się w 1986 roku w Koszalinie. Swoją przygodę z dziennikarstwem rozpoczął od szkolnej gazetki, a potem kontynuował poprzez rozpoczęcie studiów dziennikarskich, pisanie do internetowych zinów i pracę dla lokalnej gazety. Dało mu to pewne cenne doświadczenie – umiejętność słuchania. Pisał o problemach społecznych, kulturze i lokalnych wydarzeniach. Jego pomysły na kolejne powieści biorą się z zasłyszanych historii, dlatego właśnie przedstawione są tak realistyczne. Po porzuceniu planów związanych z dziennikarstwem nie przestawał pisać, nawet podczas służby w Marynarce Wojennej. W 2014 opublikował swoją pierwszą powieść w formie darmowego ebooku „Zrobiłbym coś złego”.

Powieść o dojrzewaniu – brutalnym, przyspieszonym, gwałtownym. Przedstawiająca życie młodzieży w sposób realistyczny, brutalnie szczery, naturalistyczny. Bohaterowie to czwórka nastolatków. Właśnie rozpoczynają się wakacje, których nie zapomną do końca życia – to właśnie w te wakacje dowiedzą się, że życie to nie bajka, że każde działania pociągają za sobą konsekwencje i że nic nie trwa wiecznie. A wszystko to przez pistolet, który jeden z nich wynosi z domu.

W lutym miałem przyjemność na Facebooku zamienić kilka zdań z Michałem Chmielewskim i napisał mi on wtedy, że „Zrobiłbym coś złego” powinno mi się spodobać, ponieważ opowiada o nas (obaj urodziliśmy się w 1986 roku), dzieciakach Czarnobyla, w latach dziewięćdziesiątych. I wiecie co? Miał rację! Czytając o przygodach Roberta, Szczepana, Łukasza i Chyry miałem przed oczami moją wczesną młodość. Mógłbym być jednym z nich. Też chodziłem do gimnazjum, trzymałem kciuki za Kazika oglądając „30 ton – lista, lista przebojów”, wpisywałem się do Złotych Myśli a także w ukryciu popalałem z kolegami papierosy. I podobnie jak bohaterowie książki mam na sumieniu kilka grzechów, które gdyby wyszły na jaw, to miałbym mocno przechlapane.

Powieść, podobnie jak „Złe”, jest napisana bardzo prostym językiem, który moim zdaniem idealnie pasuje do takich historii. Pierwsze trzy czwarte „Zrobiłbym coś złego” opowiada o wakacyjnych przygodach czwórki, a potem piątki trzynastoletnich przyjaciół. Jak to bywa w tym wieku, co chwila przychodzą im do głowy różne szalone pomysły, przeważnie na granicy prawa, aż w końcu jeden z nich wychodzi poza nią. Już pierwsze zdanie informuje nas, co wydarzy się w kulminacyjnym momencie, co powoduje, że przez całą lekturę podświadomie czekamy na ten fragment. A kiedy on już nadchodzi zostajemy w bardzo ciekawy sposób wyprowadzeni w pole, co nie ukrywam, że bardzo mi się spodobało. Natomiast końcówka książki dla mnie to wstęp do „Złe”, a jeden z bohaterów mógłby być młodszą wersją Andrzeja z tej powieści.

Czytając „Zrobiłbym coś złego” odniosłem wrażenie, że Chmielewski pisząc tę powieść dość możno inspirował się twórczością Stephena Kinga, co jest dla mnie zrozumiałe, bo w którymś z wywiadów wspomniał, że jest to jeden z jego ulubionych pisarzy. Przygody Roberta, Szczepana, Łukasza i Chyry przypominają mi trochę „To” a koniec książki ma coś w sobie z zakończenia „Ciała” ze zbioru opowiadań „Cztery pory roku”. Dodatkowo autor często na koniec rozdziału używa typowego dla Mistrza grozy zdania: „Wtedy widział go po raz ostatni żywego”.

„Zrobiłbym coś złego” to bardzo dobra lektura. Jako osoba, której młodość przypadła na lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku, z dużą przyjemnością, a nawet z lekkim wzruszeniem czytałem tę powieść. Po raz kolejny przekonałem się jak zdolnym pisarzem jest Chmielewski, który bezczelnie wdarł się do grona moich ulubionych autorów. Niecierpliwie czekam na jego nową książkę, która ma się pojawić w drugiej połowie tego roku, a Wam szczerze polecam „Zrobiłbym coś złego”. Zwłaszcza, jeżeli jesteście dzieciakami Czarnobyla (lub coś koło tego).

Moja ocena: 7/10

Czytaliście „Zrobiłbym coś złego”? Jakie macie największe grzechy z okresu młodości? Zapraszam do komentowania.

Please follow and like us: